sobota, 27 lipca 2013

Zwężanie diety

Witul zaczął źle spać.
Pobudki z płaczem - na porządku dziennym. I nocnym. Nocne gorsze od dziennych, bo w dzień się tyle nie śpi, a pobudki co półtorej godziny, z czterdziestoma minutami przerwy w spaniu nie należą do przyjemności. Matka niewyspana to matka niecierpliwa, dziecko niewyspane to dziecko marudne. 
Koniecznie trzeba coś zrobić. Więc najpierw - obserwujemy.

Może za zimno. Może za gorąco. Może złe sny, a potem płaczem mi mały żuczek opowiada, że mu było źle.
Może głód, ale co, jeśli nie chce jeść? Może brzuszek, skoro podciąga nóżki i wygina się w tył?

Czytam rozmaite fora. Główna teoria: dziecko głodne, bo moje mleko nie wystarcza. Trzeba dokarmić krowim z maltodekstryną (pardon, modyfikowanym). Grrr. Ktoś tam pisze, że złe sny. Że ząbki. Że pić się chce. Innych koncepcji nie ma. Daję sobie spokój z czytaniem. Aż w końcu przedostatniej nocy do kompletu dochodzą straszne bąki. 
Jasne. Czyli rozszerzanie diety coś nam nie wychodzi.
Więc eliminujemy. Bo Witulek - jak już pisałam tutaj -a to kawałek bułeczki, a to jabłuszko sklepowe do siateczki czy inną morelę. Bo przetartych za nic. W diecie zostaje więc: mleko mamy, kaszka, zupka. Ewentualnie jabłuszko ze słoika, czyli bez nawozu (jak mniemam), jeśli zechce.
Na liście podejrzanych pierwsze miejsce zajmują bułki. I chrupki. I cukier, bo wzdyma, a przecież wypił pół szklanki lekko posłodzonego kompotu (który nalałam sobie, ale Witul był pierwszy).

Po całym dniu bez bułki w łapce Witul popiskuje żałośnie na widok ciasta, chlebka, biszkoptów i ogólnie wszystkiego, co w kawałkach wkładamy do ust, ale jesteśmy twardzi. W końcu po południu dostaje na pocieszenie jeden mały kawałek chrupka. Do kompletu - herbatka laktacyjna, czyli anyż, koperek, kminek i melisa.
W kąpieli wypuszcza kolejne bąki.
A w nocy - cisza.
Ach.
Budził się, co prawda, trzy razy, ale nie dość, że spokojnie i bez płaczu, to jeszcze od razu z ochotą na cycusia i zasypiał szybko. I pospał do szóstej rano, co jest szalenie przyjemną odmianą.
Przypomniałam sobie, jakie to piękne: obudzić się rano bez poczucia niewyspania. Jak mało trzeba do szczęścia, ach, ach, itp, itd.

Pytanie, co zamiast bułeczki (i chrupków).
Owoce brudzą. Na spacer się nie nadają, o, nie.
Wafelki ryżowe dla niemowląt są do kitu, bo się nie rozpuszczają, jak pisze producent, tylko ułamują się ziarna dmuchanego ryżu. Czym to się kończy - wiadomo. Biszkopty się kruszą (a są jedne fajne, w których jest mąka, jajka i miód, i nic poza tym), niemowlęce sklepowe ciasteczka - też.

Czas poszaleć w kuchni, zdaje się.
Macie przepis na jakieś niemowlęce pieczywo?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...