środa, 31 lipca 2013

Wit 2.0

Nadeszła nowa era, zupełnie niepostrzeżenie. Otóż od tygodnia Witul siedzi. Całkiem sam, prościutko, na otwartej przestrzeni, pamiętając o tym, że boki niezabezpieczone i można się przewrócić. Kiedy leży na tapczanie, jego ulubiona zabawa to turlanie się z pleców na brzuch - lub na bok. Na podłodze tego nie praktykuje, bo sprawdził, że trochę twardo. Mało tego.

Od wczoraj Witul pełza. Na brzuszku sobie pełza, odpychając się kolanami. Do przodu, bez robienia trzech kółek, by dotrzeć do upatrzonej zabawki. Pełzanie oznacza mniej więcej tyle: żegnajcie, kable w gniazdkach oraz guziki Asi w drugim kącie pokoju. Witajcie, codziennie odkurzane wykładziny i zmywane podłogi. Tylko kto to będzie robił, hm?

Swoją drogą to jest bardzo intrygujące - że mały stwór potrafi tak zaplanować ruch okrężny, żeby dotrzeć w konkretny punkt. Przecież to trochę trwa i wymaga skupienia się na celu. Ale o niedocenianiu dzieci kiedyś już pisałam.

Poza pełzaniem nadeszła też nowa era w jedzeniu. Śliwki i morele, w połówkach, bez pestki, to hit tygodnia. Siateczka (której nie zdążyłam jeszcze sfotografować, rety) odeszła w zapomnienie. Rękami też chlebek, jabłka, ziemniaczki, pomidory, brokuły - słowem, wszystko. Witul Bardzo Samodzielny oprotestował też już kaszkę i zupę, podawane łyżeczką, łyżeczkę łapie rączkami i gryzie zębami, czym daje do zrozumienia, co myśli o papkach, nad których dostawą nie ma kontroli. Jest wyjątek - łyżeczką Witul dał sobie ostatnio podać żółtko (czemu nie jest mi nigdy dane zjeść jajko na miękko? No czemu?). Za to mała porcja domowego leczo (w wersji dla dzieci: cukinia, pomidory, ziemniaki, bazylia, papryka) jak najbardziej - byle w kawałkach. I samemu. Jedzenie można też rozsmarować na buzi lub na stoliku i zrzucić na podłogę, chociaż to ostatnie nie jest takie fajne, bo nie wydaje żadnego dźwięku. Czyli BLW na maksa. Co oznacza: żegnajcie, przecierane zupy. Pytanie, jak podać stworzonku mięsko.

A jeśli już o mięsku, znalazłam mięsko robione przez Gerbera, indyka i kurczaka. Porcja 80 gram do kupienia za 3,40 starcza nam na trzy razy. Bardzo dobrze przetarte, jak pasztecik, i smaczne. Na wakacyjne wyjazdy jak znalazł.

Poza pełzaniem i babraniem Witul gada. Ilość, a zwłaszcza rozmaitość dźwięków, które potrafi z siebie wydać, jest zdumiewająca, a najlepsze jest to, że uczy się od Asi. Na przykład ostatnio Asia urządzała pokazową awanturkę o byle co, i krzyczała sobie, jak to zwykle, "Nieeeeeeee!" Stałam tyłem. I nagle słyszę "Grrrrnieeeee", ale jakby nieco grubsze i mniej krzykliwe. Tak. To był Witul. Z radosnym wyrazem pyszczka. Próbuje też naśladować wrzaski Joanny, co wychodzi dość zabawnie i nawet Joasia czasem ze śmiechu zapomina, że ma krzyczeć.
Nie wiem, co będzie dalej.
Być może Witul zacznie mówić tak szybko, jak zaczęła Joaśka.I za trzy miesiące będę miała stereo.

Na deser mały tryptyk z dedykacją dla tych, którzy nie mają dzieci.

1 komentarz:

  1. Gratuluje postepow. Nawet najmniejsze z nich daja najwiecej radosci mamie i tacie :)

    OdpowiedzUsuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...