wtorek, 16 lipca 2013

Siedem i porównywanie

Zupełnie niepostrzeżenie Witulek skończył siedem miesięcy.
Prawie siedzi. Dzisiaj opanował turlanie się z brzucha na plecy i z powrotem. Wczoraj odkrył, że stopę można włożyć do buzi. Kilka dni temu powiedział "tata" do ojca dzieciom. Ostatecznie stwierdził, że jedzenie jest fajne. A mnie się ciągle wydaje, że ma trzy miesiące.
Kiedy zaskakuje mnie czymś nowym, od razu próbuję sobie przypomnieć, jak było z Joaśką.
Witul sam się domagał leżenia na brzuchu, Joaśka tego nie znosiła i do momentu, w którym zaczęła siedzieć, spędzała czas na plecach. Joaśka lubiła gęste przeciery warzywno-owocowo-zupowe, Witul lubi płynne, żeby dało się łatwo wypić z łyżeczki. Witul jest bardzo zainteresowany zabawkami dźwiękowymi - Joaśka ich nie lubiła, poza jedną pozytywką od prababci. Pięciomiesięczna Joaśka miała dość leżenia na plecach, więc do momentu, w którym zaczęła siedzieć, przebywała głównie u nas na rękach. Obiad jedliśmy na zmianę. Witul za to potrafi bawić się ponad godzinę (z zegarkiem w ręku) na podłodze, pełzając okrężnie na brzuchu i próbując dopaść co atrakcyjniejsze zabawki. No bo kto powiedział, że klocki Duplo są od osiemnastego miesiąca? Bzdura!

Tak sobie przypominam, porównuję i utwierdzam w przekonaniu, że stara zasada, żeby dzieci nie porównywać, to mądra zasada. Oszczędza nerwów i pozwala się nie przejmować. Bo każde, ale to każde dziecko jest inne. Podobno nawet bliźniaki (tego na szczęście sama na razie nie sprawdzę, uff). Jedno mówi, jak ma rok, drugie - jak skończy trzy. Jedno chodzi, jak ma siedem miesięcy (brr), drugie - jak ma osiemnaście. I to wszystko jest w normie. Jasne, że trzeba zwracać uwagę na pewne różnice w rozwoju równolatków, żeby niczego nie zaniedbać, ale na ogół porównywanie dzieci jest tylko stresujące dla ich mam. No bo wiadomo: Igorek już biega, a nasza J. w tym samym wieku i zasuwa na czworakach. Brajanek* zjada dwudaniowy obiad z deserem, a Witulek po pół słoika zupy (czyli po 60 gramach) ma dość i komunikuje to jednoznacznie, zrzucając jedzenie z łyżki.

Z drugiej strony trudno uniknąć porównywania, kiedy się siedzi w piaskownicy z innymi mamami, widzianymi na oczy pierwszy raz i próbującymi usilnie nawiązać kontakt.  "Ile ma? Już chodzi? A mleka ile wypija? A schabowe już je? A mój już jadł, jak był taki." No i można w ten sposób przerozmawiać wszystkie babki, skoki, dziury, kopanie, grabienie i pożyczanie sobie zabawek (czy też raczej ich wymuszanie, o czym niedługo napiszę oddzielnie).

Rada na to jest chyba jedna: pewność siebie. I rozsądek. Jeśli uważam, że jako matka dobrze zajmuję się moim dzieckiem i jego stan też na to wskazuje, nie mam się co przejmować innymi dziećmi rozwijającymi się we własnym tempie. Jeśli wydaje mi się, że może jednak robię coś nie tak, rozsądek pomaga odnaleźć wartościowe źródła wiedzy i przeprowadzić konfrontację oraz wyciągnąć i zaaplikować sobie wnioski. Inaczej można zwariować.

I znowu: z drugiej strony porównywanie może też pomóc. Ostatnio po haśle pani mleko mu już nie wystarczy przepytałam pół piaskownicy o karmienie piersią. I co, i co? Da się bez modyfikowanego, i to długo, i jest dobrze**. Czyli zależy, co się porównuje.

I tyle, bo dzień był długi, trochę męczący, bardzo satysfakcjonujący i wcale nie czuję się staro, ale jednak starość nie radość, a zmęczenie nie kreatywność i jakość spada mi z każdym zdaniem.

*Teraz Brajanków, Alanków i Kewinków już chyba nie ma (a i tak tutaj to bohaterowie fikcyjni). Królują Janki, Franki, Staszki i nawet Józki ostatnio. Ha.
** Jestem w trakcie przekopywania się przez mnóstwo informacji na ten temat, a jak się przekopię, przedstawię raport. Będzie się działo, oj, będzie.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...