niedziela, 7 lipca 2013

Segregacja

Zamiast wywozu śmieci mamy od tygodnia gospodarkę odpadami komunalnymi - poinformowało mnie radośnie pismo ze spółdzielni. Pismo dodało też, że gospodarz odpadami może nimi gospodarować taniej, gdy posegregowane, i drożej, gdy nie. I że spółdzielnia w moim imieniu wybrała opcję tańszą, rzecz jasna. Więc mam segregować i nie narażać budżetu na kary.

W związku z tym mam nieustającą zagadkę. Bo że szkło, papier, tektura, metal, plastik - jasne. Ale taka na przykład butelka po oleju. Rozciąć i umyć? Grrr. Kwadrans, którego nie mam. A jednorazówy? Jasne, że nie do recyklingu. A papierowa torebka po rodzynkach? Rodzynki lekko tłuste. Więc jako papier zatłuszczony? Hm. A papier porysowany kredkami woskowymi? A zużyte bawełniane chusteczki nawilżane?  
Natomiast samo segregowanie - ho, ho! Matka jest stworzona do segregacji. Każda. Chyba, że ją stać na sprzątaczkę, nianię i oddzielnego dbacza o zabawki. Mnie nie stać, więc segregacja wypełnia mój dzień. Gospodarka zasobami komunalnymi.

Kuchnia. Produkty spożywcze, brudne gary, zabawki, śmieci, papiery, ubrania, lekarstwa.
Przedpokój. Buty, ubrania, szaliki, zabawki, śmieci, ulotki, poczta. 
Sypialnia. Ubrania, ubrania, zabawki, bielizna domowa (i ubrania domowe, analogicznie), koce i kocyki na przykład. Gary (naczynia, znaczy, bez przesady), śmieci. Zabawki. Ubranka. Zabawki. Ubranka. 
Pracowniosalonobibliotekopokójdziecięcy. Zabawki, zabawki, zabawki, ubrania, śmieci, gary, papiery. Rzeczy bez kategorii.

Te rzeczy bez kategorii zajmują najwięcej czasu i wymagają najwięcej uwagi. I zawsze, ale to zawsze kuszą, żeby wyrzucić. Nie oglądać się, nie zastanawiać, tylko fru i już. Przez kalenicę. Pamiętacie porządki w biurku, kończące się małą kupką rzeczy nie pasujących nigdzie? Nawet do kategorii nie-pasujące-nigdzie? I satysfakcję, kiedy się takie wreszcie przydały?

O, właśnie zauważyłam, że pominęłam łazienkę. Ciekawe. Bardzo ciekawe. Różne szkoły psychologów miałyby zapewne do powiedzenia różne rzeczy, ale mnie się wydaje, że to klasyczne wyparcie. Nie sprzątnęłam łazienki, wiecie, a od minuty jest już niedziela. 

Wracając do segregacji - segregacja, od kiedy mam dzieci, to moje drugie ja. Sprzątnięte mieszkanie (umówmy się, że sprzątnięte oznacza takie z czystymi powierzchniami podłogowo-stołowymi) w niewiarygodnym tempie staje się zabałaganione. Autostrada w przedpokoju zamienia się błyskawicznie w autostradę w budowie, budowaną przez bardzo niechlujnych budowlańców (widział kto kiedy chlujnego budowlańca?). Klocki dostają nóżek i wędrują po mieszkaniu, a reszta zabawek bierze z nich przykład. Naczynia szukają słonecznych miejsc do spania, zwłaszcza kubki lubią spać koło komputera. Kot też tak lubił, więc może coś w tym jest. 

Na koniec człowiek kładzie się to łóżka, a w łóżku czyhają grzechotki, grzech, grzech, choć to łóżko małżeńskie. I zaraz któreś dziecko, tak na wszelki wypadek, próbuje się przesegregować ze swojego łóżeczka do naszego. 

O, małżeńska idyllo sprzed epoki pieluch.



1 komentarz:





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...