środa, 10 lipca 2013

Mleko mu nie wystarczy

czyli rozszerzania diety ciąg dalszy.

Przy okazji dzisiejszego spotkania z panią doktor zapytałam o witaminę D. Pani doktor się przejęła, a że poczekalnia była pusta, od razu zaordynowała dietę dla Witulka na najbliższy miesiąc. A w tej diecie, proszę ja was, zupa z mięsem i owoce sezonowe codziennie, a co drugi dzień żółtko, „bo pani mleko mu już nie wystarczy”.
- Dokarmia pani mieszanką?
- Nie, bo…
- No to coś mu pani musi podać - przerywa. - Dwa razy w tygodniu Sinlac. I jogurciki czy serki takie, gerberki. Podajemy jeszcze coś, nazywa się to kisiel, ale nie taki z torebki, bo jest sztucznie barwiony – i zapisuje mi na kartce przepis na kisiel. 
Mówię, że umiem zrobić kisiel. 
Nie słucha.
Wzdycham w głębi duszy.
Zupa z mięsem i owoce, czyli dwa razy dziennie po ok. 100 g. Poważnie?

No cóż, w końcu ostatnio pani doktor bardzo się dziwiła,  że zaczynam rozszerzanie diety w szóstym miesiącu. Mówię, że przecież na piersi.
- No i jak on ma zjeść 120 gram, skoro dopiero teraz pani zaczyna podawać coś więcej niż mleko? – zapytała sobie retorycznie pani doktor. Ta sama, która Joaśce (czyli półtora roku temu) dopiero od szóstego miesiąca zaleciła rozszerzać. Poinformowała mnie przy okazji, że w medycynie wszystko się zmienia co siedem lat. Z opowieści babci M. oraz babci I. oraz różnych napotkanych starszych a rozmownych pań wynika, że w dietetyce niemowlęcej też drzewiej inaczej bywało.

Tak czy siak: wracamy z przychodni, Witul śpi słodko, ledwo dziewiąta, a ja już się zastanawiam, jak to zrobić, żeby mu rozszerzyć dietę zgodnie z zaleceniami.
Żeby choć pół słoika naraz zjadł.
Żeby nie poprzestał na trzech łyżeczkach.

A tu niespodzianka. Witulek przed południem nabrał ochoty na jabłuszko (z morelami, mniam) i zjadł… pół słoika! Hurra! Ledwo przebrzmiały fanfary, a tu popołudnie i Witul na widok miseczki (pustej, właśnie umytej) komunikuje, że jeszcze by coś zjadł. Rzuciłam się odgrzewać zupę (słoikową, a jakże) – dokończona. Potem dokończyliśmy (prawie) jabłuszka, trochę zjadł śliniak, trochę zjadły rączki, trochę podłoga, a trochę mama – i w ten sposób WitWit rozprawił się ze 120 g pokarmu spoza mamy. Potem poprawił jeszcze moją herbatką laktacyjną (choć nie o to w niej chodzi, by nią poić niemowlęta), zachwycił się smakiem i nie dał sobie odebrać. Oczywiście nie z butelki, skąd. A właściwie to z butelki… ale odkręconej i bez smoczka. Jak z kubeczka. Odliczając to, co się wylało, setkę wypił. A jak ładnie mu szło, ho, ho! Doliczając kawałek arbuza, który pożarł z siateczki, wynik na dziś mamy całkiem niezły.

Mam wrażenie, że Witulek zrozumiał wreszcie, o co chodzi w tym całym jedzeniu i że można się nim NAJEŚĆ. Zagadka dziwnych papek rozwiązana, brzuszek pełny, wsysanie z łyżeczki opanowane. Dziecko usatysfakcjonowane, matka spokojniejsza.

Pozostała jeszcze druga zagadka.
Czemuż to, ach, czemuż, MOJE mleko ma być niewystarczające, a jakaś krowia, paskudna w smaku mieszanka jest super? Czyżby po szóstym miesiącu mleko matki traciło właściwości, ot, tak, z dnia na dzień?
Ależ skąd!

P.S. Żeby było jasne, procedura rozwiązywania zagadki jest następująca: najpierw przeczytam wszystko, co się da, a potem posłużę się rozsądkiem i zdecyduję sama, a lekarze niech mówią, co chcą. Moje mleko nie wystarczy? Hm. Nie po to pokonuję laktacyjne kryzysy, żeby ktoś mi mówił takie rzeczy.



         

7 komentarzy:

  1. Ja tam innego mleka oprócz swojego do picia nie daję a mała ma juz prawie rok;) Na pragnienie woda, do jedzenia prawie wszystko;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli się da. To mnie bardzo cieszy. Też tak chcę:)

      Usuń
    2. Martuś, na moim mleku Fi był prawie 2,5 roku,sztucznym pluł na kilometr,a do dziś jego ulubionym napojem jest woda.Jak się mineralka na spacerze skończy to olaboga, nawet zapasowy sok nie ratuje sytuacji ;)

      Usuń
    3. Bo sztuczne jest paskudne. Jakie by nie było. Joaśka, która dostawała sztuczne od 10 miesiąca (bo się sama odstawiła od piersi i już, a krowiego zwykłego trochę się bałam w tym wieku), po 18 miesiącu w ogóle przestała je pić. Mowy nie było. Więc przeszliśmy na krowie.

      A z Witu chcę jak najdłużej na piersi (a najlepiej w ogóle) również dlatego, że modyfikowane to zwykłe marnotrawstwo. Ile ja tego mleka wylałam - wolę nawet sobie nie przypominać.

      Usuń
  2. jak mozna dziecko karmic slouczkami zamiadt normalnym jedzeniem:|

    OdpowiedzUsuń
  3. No, nie słoiczkami, tylko zawartością:)

    a co masz na myśli, pisząc o normalnym jedzeniu?

    OdpowiedzUsuń
  4. .... Bo pani doktor dostaje gadzety i inne takie od przedstawicieli medycznych. Niekompetencja lekarzy bywa przerażająca. Doradczyni laktacyjna, z którą spotykała się moja koleżanka twierdziła, że mleko koniece ma około 400 wartościowych składników, a modyfikowane jedynie około 40. Nie wiem, jakim cudem mleko krowie miałoby przewyższać kobiece

    OdpowiedzUsuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...