środa, 24 lipca 2013

Głodomór

Witulek na dobre odkrył jedzenie.

Po pierwszych tygodniach kontestowania odkrył, że substancją z miseczki można napełnić brzuszek i że jest to całkiem sympatyczne. Odkrył też, że mama je zupełnie inne rzeczy niż on, na pewno ciekawsze i wyglądające zachęcająco, co kończy się tym, że popiskuje, kiedy ja coś jem.

Popiskuje, pokasłuje, pokrzykuje - a głosisko to on ma - wyciąga rączki i robi wszystko, żeby mama wiedziała, że on też CHCE.
Zmieniłam więc system ze statycznego na elastyczny.

Statyczny był dobry przy Joaśce. Spokój, cisza, żadnego starszego rodzeństwa, więc mniej nagłych zmian w planach. Joaśka jadła mniej, dawała się karmić łyżeczką i piła z butelki mleko modyfikowane (poza moim). I bardzo lubiła przetarte owocki Więc jadłyśmy o stałej porze, najpierw jeden posiłek w ciągu dnia, potem dwa. Plus mleko. Żadnych zabawek, rozpraszaczy, gości - bo inaczej nici z jedzenia.

Z Witulem zupełnie inaczej. Po pierwsze, z rzeczy przetartych zdecydowanie woli warzywa od owoców. A właściwie nie warzywa, tylko zupę z mięskiem. Po drugie - chce jeść wtedy, kiedy my jemy. Widzę, że to ma sens, więc koło południa je zupkę - łyżeczką z miseczki - a poza tym w naszych porach jedzenia dostaje do łapki (lub do buzi) owoce, warzywa albo bułeczkę. Względnie chlebek. Lub chrupki. Z czego chrupki są chyba najlepsze, bo składają się z ryżu i wody. Oraz odrobiny soli. A przy bułkach - nie wiadomo. Ach, przepraszam. Jeszcze kaszkę akceptuje łyżeczką z miseczki. Choć i do zupy, i do kaszki próbuje wkładac łapy i przejąć kontrolę.

Jedzeniowy plan dnia Witula jest więc taki (bez uwzględniania cycusia na życzenie)

ok. 8.00 - kaszka mleczno-ryżowa bananowa.
ok. 11.00 - owocki
ok. 13.00 - zupka
ok. 17.00 - coś do łapki

Około, bo to zależy od dnia, od tego, o której wstał, od przebiegu spaceru i temperatury oraz ilości wrażeń. Odchylenia bywają nawet godzinne.  Krótko mówiąc, elastyczność górą. (Czy ja już pisałam o sensownym planie dnia?)

W miarę zdobywania doświadczenia udało nam się też wyeliminować przeszkadzacze. Na przykład tak: zupa ze słoiczka nie jest super, chyba, że się ją podgrzeje i rozrzedzi. Ogólnie pokarmy podawane w zalecanej przez producenta temperaturze pokojowej to jakaś kpina. Zupa stygnie - Witu marudzi. Zupa podgrzana - je ze smakiem. Kaszka bananowa (sama jeszcze czasami ją jem, mniam) jest w porządku, jeśli jest ciepła i nie za gęsta. Czy raczej po prostu rzadka. Kawałek jabłka się kruszy i Witu się krztusi, co jest odruchem obronnym, prawidłowym, ale wygląda niezbyt sympatycznie. Lepiej jest włożyć jabłko do siateczki. Można tam dołożyć inne owoce i w ten sposób małe dziecko samo zjada drobne owoce, jak maliny czy porzeczki (chociaz Witu dostał dziś porzeczki na próbę, pogonił je po stoliku, porzgniatał nieco, jedną przeżuł i... połknął całkiem ładnie).

Pierwsze próby z BLW* też się odbyły - kawałek banana został niemiłosiernie rozpaćkany na stoliku, rączkach, buzi, uszach, głowie, brzuchu i nogach oraz siedzeniu i oparciu krzesełka, no i na  i podłodze, a jakże - ale ile frajdy! (Ile sprzątania, to inna sprawa, ale z przykładu Joaśki wnoszę, że dziecko, które je samo od początku, a przynajmniej może sobie wsadzić łapki w jedzenie, szybciej uczy się jeść samo (skutecznie) i mniej wybrzydza (lub nawet wcale). W efekcie tych prób Witulek dziś na spacerze, poczęstowany kawałkiem banana (trzymanego przez rękę mamy) próbował banana zdobyć do trzymania dla siebie, głośno protestując przy nieudanych próbach.  Upór, proszę państwa, zdecydowanie po mamusi. 

Ach, jeszcze o siateczce. No więc wyobraźcie sobie butelkę ze smoczkiem. Zamiast smoczka wyobraźcie sobie coś na kształt skarpetki z nylonowej (czy tam jakiejś) siateczki z małymi dziurkami. Do niej wkłada się jedzonko. Zamiast butelki - uchwyt do trzymania. Czyli w zasadzie z butelki ten przyrządzik ma gwint, hm. W teorii dziecko trzyma za uchwyt i buzią wyciska zawartość, która zostaje w tejże buzi środku.W praktyce dziecko rączkami wyciska zawartość, brudzi się nią do niemożliwości, obgryza uchwyt i jest przeszczęśliwe, bo ma poczucie sprawczości. 

Zgadnijcie, kto sprząta. 


*BLW - Babrać Lubię Wielce












6 komentarzy:

  1. Kochana, uwielbiam twojego bloga, jesteś mądra i w ogóle, ale jak boga kocham- jak wygląda "wyciskacz" nie załapałam- weź wrzuć foto :P bo sobie nie wyobrażam rączki, siateczki, i w ogóle :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To z lenistwa. Bo muszę do zdjęcia przygotować ładnie, a cudzego wrzucać nie będę Ale obiecuję Ci, że wrzucę.

      Usuń
  2. Aaaaaa...propos jedzonka - przypomniał mi się dowcip:
    Maluch siedzi w piaskownicy dokładnie i powoli coś przeżuwając. Wyjmuje coś z małej buzi, dokładnie ogląda, po czym znów wkłada i przeżuwa. Zaintrygowana mama pyta malca:
    - Co tam jesz?
    - Mięsko.. - odpowiada malec
    - A skąd masz? - pyta jeszcze bardziej zaintrygowana mama
    - Aaaa samo przypełzło....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z kategorii "stare ale jare" :)

      Usuń
  3. http://allegro.pl/siateczka-do-podawania-pokarmow-canpol-i3417663436.html Czy to jest taka siateczka? Nadal nie ogarniam, jak się z tego je, ale liczę na instrukcje Młodej - Starszej - Matki. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie taka. Używałam jej przez dwa tygodnie, ale za to była niezbędna. Ostatnio widziałam w osiedlowym sklepie dla dzieci za prawie 40 zł!

      Usuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...