czwartek, 9 maja 2013

Urodziny!

Rety. To już dwa lata! Niewiarygodnie szybko minęło. Joanna chodzi dumna i ma nową historię do opowiadania wszystkim spotkanym na spacerze: "Mam dwa lata!".

Swoje dwie świeczki zdmuchnęła coś koło dwudziestu pięciu razy. Nic dziwnego, skoro matka przez tydzień jej powtarzała, że będzie zdmuchiwać świeczki...

Matka stanęła też na wysokości zadania i upiekła dziecku tort. Chyba pierwszy raz w życiu. Tort miał jakieś dziesięć centymetrów średnicy, dwa razy tyle wysokości i był oblany czekoladą, co było oczywiście najważniejsze. Joanna pożarła głównie czekoladę ze swojego kawałka. Nawet trochę tortu zostało, chociaż jadł jeden mały człowiek i trzy duże (człowieki).

No i od tych urodzin mamy nową jakość.
- Nie będę jeść zupy! Daj mi hejbatki! - oświadcza J. Albo:
- Nie chcę tego swetra! Chcę bjuzeczkę józiową!
- Chcę mióóóóód! Nie będę pić mięty! Nie chcę mięty! Daj! Mi! Mióóóóód! (Choć przed chwilą równie stanowczo żądała, by jej zaparzyć miętę.)
Asertywność jej skoczyła, nie ma co. Testuje też, na ile sobie może pozwolić. Robi to, czego nie wolno, i patrzy na mnie z wyzwaniem w oczach.

Do tego opowiada. Pełnymi, złożonymi zdaniami. A tych zdań w jednej opowieści jest tak z osiem do dziesięciu. Czyli mogłaby już pisać bajki dla rówieśników. Czuję już, że kiedyś popełnimy razem książkę.

Mamy też nowe osiągnięcie - nocnik. I majtki. I pieluchy tylko do spania. Ha! Trochę trudu, cierpliwości i konsekwencji, dwanaście par majtek - i proszę!


Nauczyła się też znaczenia słowa "pomoc".
- Pomóż mi, mamo! - kiedy czegoś nie umie. Albo - co gorsza - kiedy jej się czegoś nie chce robić.
To "Pomóż mi" jest też zaproszeniem do wspólnej zabawy, oczywiście. 
- Pomóż mi, mamo, z tą układanką, bo sama nie dam jady!

Ale najważniejsze jest co innego.
Otóż moje Joasiątko robi się coraz bardziej samodzielne. I oddzielne. Małe dziecko jest bardzo-bardzo związane z mamą. Taki Witul na przykład wszedł właśnie w etap "patrz na mnie, albo będę krzyczeć". I jeszcze sobie (podobno) nie uświadamia, że mama i on to dwie różne osoby. Za to Joaśka jest tego w pełni świadoma. I już nie zawsze wiem, co myśli. Nie zawsze wiem, na co ma ochotę. Zaskakuje mnie, muszę dopytywać, muszę się upewniać. Tak jakby... dorosła. A jest taka malutka jeszcze.
Dwuletnia.


Na deser - obiecanych kilka zdjęć. Górskich. Sielskich.









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...