wtorek, 14 maja 2013

Pomelo

 Nie, nie. To nie nowość w diecie. 
To nowa książeczka w naszej biblioteczce.


Książeczki dla małych dzieci dzielą się na te dla leniwych i na takie, które zmuszają do wysiłku. Oba typy są potrzebne, gdyż te pierwsze świetnie nadają się do usypiania, a te drugie - do zabawy. Pomelo to typ drugi. Książka pobudzająca kreatywność. Od samego początku, zaczyna się bowiem tak: "Pomelo ma się dobrze pod swoim dmuchawcem". O tym, że Pomelo jest słoniem ogrodowym, dowiadujemy się z... okładki. Gdyby to była polska książeczka, zaczynałaby się pewnie tak: "W wielkim ogrodzie pod małym dmuchawcem mieszka sobie malutki sloń ogrodowy. Jest mniej więcej taki duży, jak ślimaki i ma bardzo długą trąbę". Ale jest to książka francuska. I być może dzięki temu jest bardziej do opowiadania, niż do czytania. Do oglądania, pokazywania, wymyślania, wygłupiania. 

Joaśka za tym przepada. Czasami muszę z pięć razy opowiadać, jak Pomelo wdrapuje się na wielkiego pora, a potem cicho, cichutko spuszcza swoją dłuuugą trąbę na ziemię, i wystawia ją zza krzaka i robi BU! - a robak podskakuje, bo się wystraszył.


Tekstu jest niewiele. Jedno zdanie przypada na jeden obrazek. Ale za to obrazki! Ilustracje, znaczy. Proste, zabawne, dla dzieci, ale dla dorosłych też się coś znajdzie. Ilustracyjne dowcipy sytuacyjne zdecydowanie dobrze świadczą o klasie rysownika. 

"Pomelo ma się dobrze pod swoim dmuchawcem" ma dużo stron. Ile dokładnie - nie wiemy, bo nie są ponumerowane, ale dowiemy się, kiedy Joaśka dojdzie do liczenia w zakresie stu. Na razie wiemy, że są tu trzy historie. O trąbie. O tym, że Pomelo się boi. O radosnych dniach. Ta środkowa historia narobiła nam przy pierwszym czytaniu nieco zamieszania, bo Joaśka na hasło "Pomelo boi się porów. W nocy" - mnie bawiące do łez w połaczeniu z obrazkiem, reagowała lekkim zaniepokojeniem, ale kiedy matka zamieniła "boi się" na "zastanawia się", znowu zaczęła się świetnie bawić. No bo czy to nie zabawne, że mały słoń zastanawia się, czy deszcz może zmyć kolory z listków? Albo że robaczki w ogrodzie mówią "ping-pong"?

No i to wszystko robi na Joaśce wrażenie. Książka przyszła pocztą, rozpakowała ją z satysfakcją (błysk radości w oczach dziecka, coś pięknego) i potem cały wieczór opowiadała przygody Pomelo. Na przykład przy kolacji pokazywała tacie, jak ścigał się ze ślimakami. Czyli nie tylko mnie tekst Ramony Bădescu zmusza do myślenia. 

To też jest chyba specjalność francuska: opowiadanie zwyczajnych historii, które mają w sobie nieco filozoficzny posmak, taki namysł nad światem. Mimochodem i z ironią, ale dający głębsze tło. Nawet w książeczkach dla dwu-trzylatków. Bardzo optymistycznie. A tu na razie tylko dwie książeczki o Pomelo wydane. Na szczęście w przygotowaniu kolejne. Czuję, że zaprzyjaźnimy się na dłużej. 


Pomelo ma się dobrze pod swoim dmuchawcem
Ramona Bădescu
Ilustracje: Benjamin Chaud
Tłumaczenie: Katarzyna Skalska
Wydawnictwo Zakamarki
Poznań 2012
92 strony


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...