czwartek, 23 maja 2013

Niedocenianie

Nie, to nie matka będzie wylewać swoje żale. Matka bowiem czuje się doceniana, mimo wszechobecnego bałaganu, chaosu organizacyjnego w trudniejszych momentach, zmęczenia, które odbija się czasem na reszcie rodziny, a zwłaszcza na mężu, który zamiast spędzić wieczór z żoną, obserwuje bezsilnie, jak żona zasypia na siedząco i jedząco, a kanapka wypada jej z ręki na podłogę. Plask!
Serio.

Czuję się doceniana, ale mam poczucie, że nie doceniam własnych dzieci.

Taki na przykład pięciomiesięczny Witold Józef doskonale wie, co oznaczają słowa "cycuś", "spacer" i "kąpiel" oraz czego się ma po nich spodziewać. I kiedy nie dzieje się to, co powinno, zaczyna na przykład przypominać, że mieliśmy wychodzić. Albo wskakiwać do wanny. Wczoraj na przykład, kiedy matka i żona o siódmej rano produkowała obiad na wynos (bo wieczorem wypadająca kanapka, wiecie), Witul leżał sobie na swojej macie edu i się bawił, ale w końcu znudziło mu się i zaczął marudzić. Matka (niedobra) słuchała marudzenia jednym uchem, więc zawziął się, natężył i zawołał:
- Ma-ma!
Świadków jest trzech, z czego ten większy był na drugim końcu mieszkania i słyszał, więc rzecz jest pewna.
Ale pierwsza myśl matki - niemożliwe! Przecież on ma dopiero pięć miesięcy!

Podobnie z Joaśką, choć nie w kwestii mowy. Raczej sprawności manualnej, fizycznej ogólnie też. Joanna nie chodzi już po alejkowych schodkach. Chodzi po murku, który te schodki kończy (z boków), trzymając się poręczy. Sprawnie i bez potknięć schodzi na sam dół.
Siku z nocnika wylewa do ubikacji, nie rozlewając.
Bez trudu nalewa wody z butelki do szklanki.
A to wszystko prawdopodobnie dlatego, że może, bo zaczyna takie rzeczy, kiedy Witul jest przy piersi i bieganie po mieszkaniu jest raczej niewskazane. Uczy się szybko, więc lista rzeczy zakazanych, bo dokładających sprzątania, nieco maleje. A lista osiągnięć rośnie. Przykłady można mnożyć, ale jest późno, więc kto chce, niech użyje własnej wyobraźni.

Czasami za to ich przeceniam. Wydaje mi się, że Witulek jest taki duży, że będzie się długo bawił sam, bez marudzenia. Że Joasia jest taka duża, że powie mi, co chce zjeść, a potem to zje.

Wszystkiemu winna chęć posiadania odrobiny czasu dla siebie i obserwacyjne lenistwo.
Banalne, ale przynajmniej wiem, nad czym pracować.


2 komentarze:

  1. brawo!moja córa powiedziała ma-ma w wieku 8 miesięcy, więc wierzę, że to możliwe w tak wczesnym wieku.
    Teraz jestem w drugiej ciąży, i chciałam zapytac o przyjmowanie leków przeciwgorączkowych przez ciężarne. Czytałam ten artykuł i chcę zapytac o opinię:
    http://kobietapisze.pl/bezpieczenstwo-przyjmowania-lekow-w-ciazy/2013/06/03/
    a może napisz co przymowałaś w swoim przypadku?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytałam, widzę, że tekst z dziś, a autorka pominęła kategorię C :)

      A ja w zasadzie nie brałam nic, co wykracza poza kategorię A. Suplementy dla kobiet w ciąży. Na trudniejsze przeziębienia paracetamol, syrop z malin, porzeczek i czosnku (uch!), do ssania tabletki z porostu islandzkiego, wodę morską z olejkami eterycznymi w aerozolu. Plus leczenie domowe - cytryny, miód, czosnek, woda z solą i inne takie:) Ale ja poważnie nie chorowałam, nawet nie miałam chyba gorączki ani razu.

      A, no i jeszcze paskudztwa na problemy w dolnej połowie, czyli ciążowy standard. Ale to ginekolog decyduje, mój akurat decydował mądrze:)

      A na kiedy masz termin? Duży odstęp między dziećmi?

      Usuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...