niedziela, 12 maja 2013

Dzień z życia

Ten tytuł, wbrew pozorom, jest dwuznaczny.

Na pozór chodzi o rozkład dnia, ale nie tylko. Także o dzień wyjęty z życia przez różne paskudztwa, co się do matki przyplątały. Takie mini-plagi. A to internetu nie ma, a to żołądek strajkuje, a to inne mało przyjemne rzeczy się przydarzają. Na szczęście już się wszystko doprowadziło do porządku.

Ale i tak od początku maja blog idzie do przodu na jednej nodze, czyli w zasadzie to skacze. A matka autorka ma takiego skakania dość. Bo niby szło dobrze, założenie na pierwsze pół roku - post co tydzień - zrealizowane, założenie na drugie pół roku - dwa wpisy w tygodniu - poza majem zrealizowane. Regularność, systematyczność, wiecie. Stałe punkty w życiu przydają się nie tylko dzieciom.

I już, już miałam wyprzedzić plan półroczny i zacząć pisać trzy razy w tygodniu, a teksty ilustrować. I zacząć też wreszcie cykl tekstów o wyprawkach i innych sprawkach (zainspirowana pytaniami J., która za nie tak znowu długo zostanie oddzielną mamą). A tu plagi.

Sprzątanie, moi drodzy, leży. Pranie leży, Witul drugi dzień męczy się w jednorazówach. Na horyzoncie majaczą upiory jakichś planów pisarskich, szyciowych, kreatywnych. Recenzja dobrej książeczki wisi. Zmywanie, ho, ho... Piętrzą się stosy za małych ubranek i za dużych (ha!) ubrań. Zabawek jakby nagle za dużo. Wszystko się plącze pod nogami, jakby się zmówiło. Matka chce się pozbyć wszystkiego, co nie znaczy, że będzie się rozbierać. Ale nie ma kiedy, żywcem (kto tak mówił? Kto?) żywcem nie ma kiedy. Może martwcem będzie kiedy. Wiecie, coś jak "wyśpię się po śmierci".

Bo tu dzień wygląda tak: pobudka, po niej karmienie W., śniadanko J., dobrze, że tatuś na później, to z tatusiem, potem próba dosprzątania kuchni przerywana żądaniami a to Joanny (podaj mi, ziób, pokjój, daj mi, daj, pomóź, wyjmij, siku! Chcę siku! i trzeba rzucać wszystko), a to Witula (amu! AMU! łe-eee!). Potem, kiedy sikanie, jedzenie, podawanie zabawek i wycieranie rączek odbębnione, spacer. Zazwyczaj skomplikowany. Po spacerze drzemka, ale znowu nie do końca, Witul śpi, Asia zbiera się do spania, Witul się budzi głodny, Joasia malutka sama nie zasypia, więc czeka, on je, ona czeka, on nie zasypia, ona się rozbudza, usypianie trwa i trwa, w końcu dzieciaki padają. Potem niby chwila dla siebie, złota zasada - gdy dzieci śpią, matka nic nie robi, choćby mrówki wynosiły kuchnię do pokoju na plecach - ale Witul popłakuje, bo znowu skok rozwojowy, więc co chwila cycuś, a jak zasypia, wstaje Joaśka rześka jak skowronek, chcę coś zjeść! - więc jemy, Witul się budzi i też je, nie będzie gorszy, a potem już tylko odliczamy trzydzieści osiem minut do przyjścia ojca dzieciom z pracy. Trzydzieści siedem i pół. Trzydzieści pięć.

A potem spacer, bo na spacerze mniej nieznośnie, potem kąpanie mniejsze, cycuś, kąpanie większe lub też nie, jakaś bajka, Joacha nie może spać, może na łóżku, może na kanapie, może książeczka, może kołysanka, może z mamusią, może z tatusiem, godzinę później oznajmia, że się wyspała, rodzicom opadają ręce, usypiają na siłę. Krzyki budzą Witula. Cycuś. A-gu! Witul ma nową zabawę, robienie "brrrrr" z piersią w buzi. Ale w końcu zasypia.

I jest czas dla siebie. Nareszcie. O, już dziesiąta?
A jeszcze pranie, sprzątanie, pisanie, jeee-EEE-zieeeew-dzenie może jakieś wreszcie. 
Ziew.
Ziew ziew ziew.
Zieee-EEE-eew.
Tylko chwilę na kanapie.
A potem posprzątam.
Taaaaak.

A potem budzi mnie stroskany ojciec dzieciom, bo może wygodniej mi jednak będzie w łóżku, nie na kanapie.
Jeszcze tylko nakarmić Witula.
I spać.
Aha, i kakałko dla Asi. Ale do niej ojciec wstaje. Ha.
I spać.
I pranie zostało w pralce!!!
Wstajemy, wieszamy, raz, dwa, raz, dwa.
I spać!

Żeby nie było tak pesymistycznie, w imieniu Witula zapraszam na obchody na cześć imiennika, rotmistrza Witolda Pileckiego. Tak, po nim ma imię. I zazwyczaj nikt nie wie, kto zacz Pilecki. Czas się dowiedzieć.
Kto żyw! Może i nam się uda.
Chwała bohaterom!


4 komentarze:

  1. ciężkie jest życie matki... a gdzie zdjęcia tortu? :D\
    Gosia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W poprzednim wspisie, oczywiście, współczująca siostro:)

      Usuń
  2. Witaj Kochana, jak widać sprawiedliwość dziejowa nas dopadła z dzieciakami...
    Same takie byłyśmy, a może jeszcze ciut gorsze... eh :)
    Wspaniale się czyta, czekam na jeszcze :)
    Justyna Pe. teraz De.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż się boję pomyślec, co będzie potem - wnioskując z naszych przykładów :D

      Usuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...