wtorek, 21 maja 2013

Bunt dwulatka. Zielony czy pomarańczowy?


Zaczęłam ostatnio pisać o pomysłach na wrzaski
Dziś ciąg dalszy o dawaniu wyboru i pytaniu o zdanie. I szanowaniu tego zdania. Co bywa trudne.
Otóż dwulatek jest stworzonkiem, które snuje swoje własne plany. I liczy na to, że będzie je realizować. Często natomiast przeszkadza mu jego własna psychika (paskudnie powiedziane). Nadrzędna konieczność zaznaczania swojego odrębnego zdania. Nie. Nie i już. Nawet, jeśli czegoś chce, będzie mówić: NIE!

I to jest trudne nie tylko dla dzieciaka, ale i dla rodziców.
Bo na przykład taki obiad. Rzecz bardzo potrzebna, gdyż głodne dziecko to marudne dziecko, a marudne dziecko to zepsuty dzień. (Co będę trywializować o odżywianiu).
- Zjesz zupkę, Joasiu?
- Ta... NIE! - mówi Joasia, chociaż oczy śmieją się jej do zupki.
- Ale może jednak?
- Nie! Chcę... - szuka oczami po kuchni, co by tu obiadowo niedozwolonego wypatrzeć - chcę miodu!
- Dobrze, ale najpierw zjesz zupkę.
- NIE!
I mamy pat.

Ale kiedy zacznę inaczej, o, na przykład tak:
- Chcesz zupkę z białej miseczki, czy z niebieskiej? - Joacha skupia się na dokonaniu wyboru, a że to o decydowanie właśnie chodzi w mechanizmie "nie", potwór zaspokojony, decyzja podjęta, spokój utrzymany, zupa zjedzona.

Czasami bywa tak, że na pytanie: "Z białej miseczki, czy z niebieskiej?" Joacha odpowiada:
- Z tej w kółeczka od dziadka Krzysia!
Tak też jest dobrze. Bierzemy miseczkę w kółeczka - i  zupa zjedzona.

Bywa też inaczej, oczywiście. Kiedy zgadzam się za szybko, zabawa się nie udaje. Bo mechanizm "nie" to gra, odwieczna gra między matką i dwulatkiem, chciałoby się rzec. No i  kiedy Joaśka nie jest głodna, żadne wybieranie miseczki nie pomoże. Ale przyjęłam zdrową zasadę, że dziecko je, kiedy jest głodne, i stanowczo zabroniłam zabawiania przy jedzeniu, "żeby więcej zjadło" (o tym pisałam już kiedyś tutaj). Lub żeby zjadło do końca. Może dlatego, że mam w pamięci pewną przepyszną kaszę mannę z galaretką porzeczkową, którą z łakomstwa postanowiłam zjeść do końca i w drugą stronę już nie była taka dobra.

Ale do rzeczy. Sposób z dawaniem wyboru - przy czym to ma być wybór między dwoma rzeczami, nie więcej! - zazwyczaj działa. Czasami też działa na zasadzie przekory.

- Zrobimy siku?
- Nie!
- Zrobisz siku do pomarańczowego nocnika?
- Nie! Do zielonego!
(proszę, jak się jednak przydają dwa nocniki)

I tak ze wszystkim można, pod warunkiem, że ma się dwie rzeczy do wyboru. Wiedział to już Królik, który pytał Kubusia:
- Wolisz miód czy marmoladę do chleba, Puchatku?
Przez pewien czas był to ulubiony kuchenny cytat Joaśki. Zwiększyło nam się wtedy znacząco spożycie miodu i marmolady. Chleba nie, bo Puchatek mówi później:
- Ale po co jeszcze chleb, Króliku? Nie rób sobie kłopotu.

Trochę pokory przy tym też jest potrzebne (jak zawsze), zwłaszcza  w kwestiach ubraniowych. Kiedy chcę ubrać moją córeczkę ładnie. A ona chce założyć zupełnie co innego, i potem na spacerze biorą ją za chłopczyka. Grrr. Ale zaciskam zęby i szanuję jej wybór. Ona potem w rewanżu szanuje mój.
Na szczęście mamy podobny gust.









6 komentarzy:

  1. Ja mojej dwulatce mowilam wszystko na odwrot, np. "NIE zakladaj bucikow" i buciki natychmiast byly na nozkach. Dzialalo bez pudla.
    Zawsze mozna bylo na nia liczyc.
    Zostalo jej do tej pory.

    Wiec po kilku latach z nastepnym dwulatkiem zastosowalam ten sam podstep; ale ten dwulatek byl stanowczy. NIE zakladal bucikow niezaleznie od formy polecenia. No, chyba ze widzial, ze matka NAPRAWDE rezygnuje ze spaceru; wtedy obuwal sie w try-miga.
    Widac chcial byc powaznie traktowany.
    Zostalo mu do tej pory.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No więc Joanna w kwestii spaceru stosuje raczej metodę numer dwa. Dopiero poważny komunikat "w takim razie nie idziemy na spacer" skłania ją do zakończenia zabawy w uciekanie w co odleglejsze kąty mieszkania. Byc może dobrze już wie, że jak matka mówi, to słowa dotrzymuje, choćby miała zmieniać wszystkie plany.

      Usuń
  2. metoda z podstępem u mojej starszej działała do pewnego czasu,ale jak z wszystkimi innymi metodami sobie świetnie poradziła, u młodszej zazwyczaj po wszystkich próbach dawania wyboru muszę odczekać chwilę i wtedy już się zgadza na prawie wszystko. Z jedzeniem jest u niej problem, do tego pojawiła się anemia więc musze zacząć pilnować obiadki, co jest niełatwe gdy dziecko do tej pory było nauczone jesc samo tyle ile chciało i co chciało

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. obawiam się, że Joaśka też sobie szybko poradzi. A wtedy nie wiem, co będę robić:)
      a z anemią musi jeść to, co lekarz polecił?

      Usuń
  3. i znalazłas sposób na dzieciece nie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze wczoraj myślałam, że tak. Dzisiaj już tak nie myślę, buuu, i mam nadzieję, że jutro bedzie lepiej. Dobrze, że jutro już piątek.

      Usuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...