środa, 29 maja 2013

Bunt dwulatka. Przedsmak "dlaczego?"








Jako że już ustaliliśmy, że bunt to wcale nie bunt, ale etap rozwoju, (mimo, że wciąż z przekory nazywam tak kolejne wpisy), teraz trochę o fazie przygotowania do dłuższej akcji z zadawaniem pytań.

To jeszcze nie dlaczego. To na razie "Co to jest?" i "Co tam mama ma?"
Ech, te nieskończone pokłady matczynej cierpliwości, wystawiane na próbę co i rusz.

Biorę do ręki wyschnięty kawałek skórki z pomarańczy, który pałęta się po dywanie (błagam, nie mówcie mi, że u was nie, sama to wiem).
- Co tam mama ma? - ściga mnie od razu Joaśka.
- Wyschniętą skórkę z pomarańczy - mówię.
- Chcę ziobacić!
Pokazuję.
Chwila spokoju.

Wrzucam skórkę do kosza na papiery (wyschnięta przecież), bo jest najbliżej. W koszu są jeszcze zgniecione kartki, jakaś gazetka reklamowa, wyczerpany długopis. Natychmiast zjawia się Joaśka.
- Co to jest?
- Kosz na śmieci, nie ruszaj.
- Co to jest? - pyta dalej Joaśka, pokazując z dala paluszkiem, żeby nie ruszać.
- Gazeta.
- Chcę ziobacić!
Pokazuję.
Chwila spokoju.

Idziemy do kuchni. W garnku gotuje się zupa. Zaglądam.
- Co tam mama ma?
- Zupę.
- Chcę ziobacić!
Pokazuję.
- Co to jest? - woła Joaśka.
- Co? - w zupie pływają różne warzywa.
- To pomajańciowe!
- Marchewka.
- Co to jest?
- Marchewka - biorę głęboki wdech.
- To zielone!
- Brokuł.
- Chcę!
Ech.

Potrzeba poznawcza nie usiedzi cicho, kwiczy, piszczy i pyta.  Dzięki temu Joaśka wie wszystko o wszystkim w domu. Ale i tak wciąż pyta, nawet jeśli wie. Dla treningu. Czasami jestem z tych pytań dumna. Czy może bardziej z trwałych efektów odpowiadania.

Na przykład: jesteśmy u lekarza.
- Co to jest?
- Które?
- To białe, okrągłe tam!
Lekarka spogląda na małą Jot, kryjąc podziw. Z dumy rosnę o głowę.
- To jest lampa - wyjaśniam. 
- Taka specjalna? - domyśla się moja córka.
Voila.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...