czwartek, 4 kwietnia 2013

Bunt dwulatka. Junior manager








- Zanieś te butejeczki, mamo!
- Gdzie mam je zanieść? - pytam, rozbawiona.
- Do łazienki!

Tak. Joacha awansowała (się). Jest teraz młodszym zarządzającym. Najmłodszym zarządzającym wciąż jest Witul. Okazało się przy okazji, że moje dziecko starsze doskonale wie, gdzie jest czego miejsce. Próbuje sprzątać, ale o wiele bardziej woli, kiedy sprzątam ja. Na jej polecenie.

Nie ma co kryć, bawi ją wydawanie poleceń. Taka zabawa w bycie dorosłym. 
Najwięcej zarządzania ma przy Witulku.
- Wyjmij go, mamo! Psinieś go do kuchni! Włóź go do jeżaczka-bujaczka, mamo! - i niesie przez mieszkanie ów leżaczek-bujaczek. - Psikjij go becikiem! Psiewiń go teraz! Dam mu ziabawki i będzie się tejaz bawił!
Oj, ciężkie jest życie młodszego brata.
Budzi się, wyspany i gotowy do życia, a tu siostra zarządza: - Tejaz będzie spał!
Marudzi, zmęczony, ziewa jak malutki hipopotam, a tu siostra mówi: - Nie będzie spał! 
Leży na brzuchu i z wysiłku nie domyka buzi, a tu siostra mówi: Nie jób śjiny, Witujku!

Najbardziej jednak Joasia lubi zarządzanie posiłkami. Litania żądań i poleceń nigdy się nie kończy, inspiracją są wszystkie jadalne (i niejadalne czasem też) rzeczy na widoku, oraz te, o których Joaśka pamięta, że są, też. A ja już nawet nie próbuję nadążać. 

Dlaczego nie próbuję? Otóż większość z tych poleceń i żądań to polecenia testowe. Testują granice. No i oznaczają też: "Zajmij się mną!". Liczba poleceń zdecydowanie maleje, kiedy spokojnie siedzimy razem przy stole i jemy płatki z mlekiem, a wyraźnie rośnie, kiedy je sama, a ja zmywam. 

Z granicami ważna sprawa.
- Chcę miętę! Zaparz mi!
Więc parzę.
- Wlej mi do butejki, mamo!
Butelka, taka z ustnikiem, służyła przez ostatnie pięć miesięcy do picia kakao na dobranoc i w nocy, ze względów praktycznych (mniej plam). W dzień w zasadzie J. z niej nie korzysta. A raczej: nie korzystała, bo ostatnio bawią się z Wiki, a Wiki pije wciąż z butelki ze smoczkiem. Więc Asia też musi z butelki. Dobrze, że nie żąda smoczka. 
- Butelka jest do kakao, króliku. 
Jest granica.
- Nieeeeeee! Chcę do butejkiiiiiiii! 
A nuż uda się granicę przesunąć?
- Zrobię ci do szklanki, dobrze?
Nie przesuwa się.
- Nieeeeeee!
Robię do szklanki. Asia oddaje mi zaraz pełną.
- Nie chcę!
Zastanawia się chwilę.
- Do filizanki mi ziób!
Widzicie. Nie chodzi o butelkę. Chodzi o granicę. I o zasadę.
- Do tej białej?
- Nie! Do tej djugiej! - szarżuje Joacha, która wie już, że "ta djuga" to słowo-wytrych.
- Do której drugiej?
- Do tej czajnej z kwiatuszkami czejwonymi mi najej!
Nalewam.
Wypija.
- Dojej mi!
Dolewam.
Nie wypija.
- Tejaz do szkjanki mi wjej!
Nie wlewam.
Nawet bardzo nie protestuje.
Sami widzicie. Nie chodzi o picie. Nie chodzi o szklankę, butelkę, fliżankę. Chodzi o zasadę. Junior manager chce rządzić.

Czasami jednak junior manager zniża się do wykonywania poleceń senior managera. Nie zawsze, niestety, w związku z czym senior manager przechodzi kwartalne szkolenie z zarządzania sytuacjami kryzysowymi.
Jak wrócę do pracy, będę świetnym pracownikiem, ach.

















  

2 komentarze:

  1. ALE MI SIE UDALO!
    N I E PRZESZLAM ETAPU JUNIOR MANAGERA.
    CZY DLATEGO, ZE ROZNICA WIEKU BYLA WIEKSZA, CZY TEZ MOZE DLATEGO, ZE KAZDY DOSTAJE TYLE, ILE MOZE UNIESC?
    HM.
    MUSKULOW RACZEJ NIE MAM...
    :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja muskuły zaczynam mieć, bo mała Jot ostatnio podróżuje w "połczu", a matka niesie jedno i pcha wózek z drugim. A junior manager to chyba odpowiedź na coraz liczniejsze polecenia matki z zajetymi rękami. Dopóki miałam jedno dziecko, nie musiałam mu zbyt często wskazywać, zabraniać i prosić. A Joaśka mówi do mnie tak samo, jak ja do niej, czyli musi zarządzać:D

    OdpowiedzUsuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...