sobota, 30 marca 2013

Z encefalogramu matki, czyli Wielka Sobota

Szósta. Pobudka. Witul ostatnio dłużej spać nie lubi, Joaśka też. No więc wstajemy, wstajemy, bo  roboty dużo. Odkurzanie (wstyd, że dzisiaj, ale na dywanie ZNOWU są okruszki). Pranie (wielorazowe, wielorazowe... Tu l'as Voulu, George Dandin). Prasowanie. W. zafascynowany produkowanymi przy okazji kłębami pary i syczeniem. Szybka selekcja zabawek, te najbardziej kłopotliwe (drobne przedmioty upchnięte w rozmaitych pudełkach) dyskretnie schowane do szafy. Witul ze stołu, obrus na stół. Jakby lepiej.

Wpada dziadek, przywozi koszyczek dla Joaśki, malutki. Joaśka ma teraz dwa koszyczki - mały i malutki. Przekłada czekoladowe jajka i babeczkę z jednego do drugiego. Już sobie wyobrażam, jak upiera się, żeby do święcenia zabrać oba. Przy wyjściu dziadek opowiada Joasi, jak to zaraz tatuś ją zabierze z koszyczkiem. Uświadamiam jedno i drugie, że do święcenia jeszcze ho, ho. A nawet ho, ho, ho. I święceniospacer będzie po południu. A teraz do pieczenia. 

Aaa! Zostało siedem pieluch dla Joaśki! No dobrze, czyli pójdziemy jednak na spacer. Na dworze przyjemnie, na szczęście, osiedlowe alejki nawet odśnieżone, jak to na Wielkanoc.

Wracamy. Pora drzemki, ale małe nie chcą spać. Przyjeżdża ciocia, nie można przegapić. Nawet Witul się przejął i zaparł, ale w końcu sen go jednak zmorzył, z małą cycusiową pomocą. Jest szansa. Rzucam się do kuchni. 

Ciasto na mazurek już czeka. I jest jeden. I drugi. Asia przerabia zabawę prawie-sensoryczną polegającą na wysypywaniu na stół i kolanka maku, cukru, mąki i bułki tartej. Powtarza przy tym w kółko: "Daj mi jeszcze coś!" Odkryła bowiem, że "coś" to słowo-wytrych. "Robię ciasto z makami!" W końcu upapraną jak nieboskie stworzenie zabiera ją tatuś i idą spać. Uprzednio oczyściwszy. Ale nadchodzi ciocia i sen pierzcha. Hm. Dobre i to, zaśnie szybciej wieczorem. Kuchnia. Babeczki. Keks. Uff. Obiad. Jeszcze babka. Jeszcze przepiórka, która okazała się perliczką. Przepis na perliczkę. Nie ma. Na przepiórkę. Skomplikowany. Na szczęście nie tak, jak na zająca. Z przepisu zapożyczam pomysł z jałowcem i wrzucam do patelni. Patelnia ceramiczna to jest must have każdej matki. O tym kiedyś. Na razie babka, drożdżowa, pierwszy raz w życiu, i być może ostatni, gdyż wyrabiana za nic nie chce odchodzić od ręki. Grr. Podsypuję mąkę. A niech tam. Teraz nie odchodzi od blatu. Grrr. Grrr. Odskrobuję nożem. Więcej mąki. Odchodzi. Hurra. Rośnie.  Forma za mała. Nie hurra. Produkuję przy okazji trzy bułeczki. Joaśka nimi zachwycona. Nic dziwnego, są słodkie, a ona dzisiaj jest na diecie zdecydowanie węglowodanowej. Czekolada, sacharoza. Szpinak jeszcze w niewielkiej ilości. Święta, wiecie. 

Ho, ho, ho, ho, ho! Święconka! Ciocia migiem farbuje jaja w nieekologicznych barwnikach. Kupiłam, miałam nie używać, lecz nie nabyłam w końcu cebuli. Cóż. Mam za to ekologiczne pieluchy. Już suche.

Asia szykuje swój koszyczek, chociaż myśleliśmy, że jednak nie pójdzie. Ale idzie. Właściwie jedzie. Po powrocie rozpakowuje koszyczek z zamiarem spożycia zawartości. Udaje się jednak nie spożyć. 

Już szósta? Niemożliwe. Witul chce się kąpać, próbuje mnie przekonać, że na brzuchu będzie fajniej. Daję się  przekonać. Jest fajniej. Twardziel z niego, tak lubić leżenie na brzuchu. Jeszcze przytulanie, cycuś - jedno dziecko śpi. Drugie w tym czasie dręczy ciocię słowotokiem wieczornym. W końcu, zgarnięte do spania, zasypia sobie samo na tapczanie, czekając na kakałko. I nawet się nie budzi, kiedy przynoszę. 

Uff.

Teraz lukrowanie, przekonywanie schabu, żeby nie był twardy jak podeszwa, podłoga jakoś dziwnie się klei... Czyżby to były...? Nie, o, nie. Boję się siadać, żeby nie zasnąć. Ale wpis na blogu być musi, bo sobota.

Więc siadam do komputera.

Dobrych Świąt Wam życzę.
Chrystus zmartwychwstał. Prawdziwie zmartwychwstał.
I my też zmartwychwstańmy.
Alleluja.




2 komentarze:

  1. Alleluja!
    A dzis juz Zeslanie Ducha Swietego.
    Pomalu odrabiam zaleglosci w czytaniu. Dobrze sie czyta. Wspomnienia wracaja. Serce sie sciska. Oj, kapie. Pora spac.
    Alleluja!

    OdpowiedzUsuń
  2. No prosze. A powiadaja, ze im dzieci starsze, tym latwiej.
    Ale im trudniej, tym wiecej Pomocy.
    Blogoslawionych Swiat, Mloda Matko!
    :D :D :D

    OdpowiedzUsuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...