sobota, 16 marca 2013

Pójdziesz ze mną?




Przypadek klasyczny: idziemy na spacer, dzieciątko dziarsko maszeruje, ale co chwila napotyka coś interesującego. Więc zatrzymuje się, ogląda, bada. Zaaferowane, nawet nie rozgląda się za mamą - w opinii dwulatków to mama jest od tego, żeby dziecko się nie gubiło, nie dziecko.

I nagle wyrasta przed nim jakaś pani. Albo pan. Uśmiecha się i mówi rytualne:
- O, jaka śliczna dziewczynka! Pójdziesz ze mną?

Dziecko, oderwane od obserwacji bardzo ciekawych listków w kałuży, kropelek na płocie albo patyków na śniegu orientuje się, że to do niego, po czym z paniką rozgląda dookoła: gdzie mamusia? I biegiem do niej.
Pan/pani ma zapewne poczucie, że spełnia ważną rolę wychowawczą: dziecko powinno trzymać się mamusi.

Ale na litość, jaką lekcję dostaje dziecko?

Nie oddalaj się od matki na krok, bo zaraz ktoś będzie chciał cię zabrać ze sobą. Obcy, nieznajomy ktoś, kto co prawda ładnie się uśmiecha, ale jakie ma zamiary, nie wiadomo. Jasne, że zazwyczaj to dobrotliwe starsze panie, takie babcie i dziadkowie, ale bez przesady. Więc kiedy już pan uśmiechnie się do Joaśki i zada jej to idiotyczne pytanie, biorę głęboki wdech i mówię: "Nie przejmuj się, ten pan cię nigdzie nie zabierze. Idziemy dalej." Pan, zdziwiony, że matka nie chce jego współpracy z wychowaniu dziecka, uśmiecha się albo krzywi i rusza dalej.
Na szczęście nie wszyscy MUSZĄ pytać. Inaczej spacer byłby nie do zniesienia.

Druga rzecz. Podobna. 
Ostatnio Asia nie rozstaje się ze swoim wózeczkiem. W wózeczku lalki nie ma, za to różne inne rzeczy: a to krem, a to pieniążki - słowem, ważne akurat zabawki, która Joasia chce zabrać na spacer.

Przypadek A: "O, jaki masz śliczny wózeczek! A gdzie lala?"
Joasia patrzy zdezorientowana nieco, bo lali w wózku wozić nie lubi i próby włożenia jej tam przez dorosłych przyjmuje jednakowo: wyjmuje i odkłada. Przypuszczam, że będzie kiedyś wozić wózeczkiem pistolet. Albo samolot. Za to sąsiadce starszej o lepsze pół roku zawsze o lalce przypomina, gdyż sąsiadka lubi mieć dzidziusia w wózeczku.
Dzieci są wolne od myślenia szablonowego - mam zawsze ochotę powiedzieć.

Przypadek B, kiedy czymś zaintrygowana zostawia na chwilę wózeczek na chodniku.
"O, jaki ładny wózeczek. Wezmę go sobie!"
Asia, która nie potrafi u obcych osób wyczuć, czy to żart, czy nie żart, patrzy zaniepokojona, a na buzi pojawia się podkówka. A w oczach łezki. I znowu muszę tłumaczyć. Dzisiaj, przyznaję się, nie zdzierżyłam i powiedziałam panu, który takiej akcji próbował, kilka uprzejmych, acz stanowczych słów. Cóż. Dwulatki same z siebie są wystarczająco mało stabilne emocjonalnie.

A już kompletnie nie rozumiem matek, które takie akcje same fundują swoim dzieciom.
- Nie idź tam, bo pan cię zabierze!
- Weź wózeczek, bo pani sobie weźmie!
A potem krzywią się niemiłosiernie, kiedy mówię do dziecka:
- Nie bój się, nie zabiorę ci twojego wózeczka. Twoja mamusia tylko tak żartuje.
Mina drugiej matki - bezcenna. Widać w niej głębokie rozczarowanie brakiem solidarności.

Ale w głupocie solidaryzować się nie będę, chociaż wiem,  że zdyscyplinowanie dwu-trzylatka graniczy z cudem. Jestem jednak zdania, że straszenie dziecka to najgłupsze rozwiązanie. A już szczytem głupoty jest: "Jak będziesz niegrzeczna, to przyjdzie pan doktor i zrobi ci zastrzyk!" Konia z rzędem temu, kto tak wychowywane dziecko spokojnie zabierze do lekarza.

Na szczęście często spotykamy na spacerach sensowne egzemplarze emerytów. Uśmiechają się, że tak ładnie sama po schodach, albo krzywią się, że matka pozwala tak samej po schodach, ale przynajmniej nie mówią nic głupiego.

P.S. Witul skończył trzy miesiące i tym samym przestałam mieć w kołysce małą samotną wysepkę zapatrzoną w dyndającego do góry nogami lwa. Teraz jest stworzonkiem społecznym, co oznacza głównie krzyki o treści "Nie zostawiaj mnie, mamusiu!", kiedy tylko matka próbuje odejść na chwilę od nieśpiącego dziecka. Ale o tym wszystkim w środę.



3 komentarze:

  1. Staś mi opowiadał, jak kiedyś jakas młoda matka straszyła swoje dziecko mamą Stasia: 'bądź grzeczna, bo pani cię zabierze!' niektórzy ludzie są straszni :p

    OdpowiedzUsuń
  2. ostatnio oglądałam jakiś monolog Andrusa, w którym przytaczał metody straszenia dzieci. Mój faworyt: jeśli nie będziesz grzeczna, to przyjdą kurze płucka na pajęczych nóżkach i wciągną cię za obrazek :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czuję, że jeszcze chwila, i dojdę do kurzych płucek. Wczoraj wymyśliłam po raz pierwszy stado stworów pożerających stopy... ech.

      Usuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...