środa, 13 marca 2013

Bunt dwulatka. Jachce i zwierzątko-wyjątko









O buncie dwulatka w fazie A pisałam ostatnio. Teraz czas na fazę B. Zaczyna się, jak zwykle, od słów kluczowych. Brzmią one: "Chcę to!" oraz "Ja!".

"Chcę na jąćki! Chcę ziobacić!"

"Chcę kakałko! Hejbatkę! Kawkę dla dzieci! Chcę chjebka! Chcę pajówkę! Chcę sejek! Chcę pomajańcię! Chcę masiełka! Chcę ogójka! Chcę pomidojka!" - to śniadaniowy zestaw na dzień dobry. Wypowiadany w ciągu dwóch minut - tak szybko, jak Joanna może się rozglądać po kuchni oraz swojej pamięci. I werbalizować zachcianki.

A potem, kiedy naiwna matka naprodukuje herbatek, kakałek i kawek, okazuje się, że jednak mleczko. Albo soczek. Dobrze, że matki karmiące powinny wypijać prawie trzy litry płynu dziennie.

Co jest lekarstwem na "ja chcę!"?
Wbrew pozorom - stawianie granic. Rozsądnych. Takich, mniej więcej: "Najpierw wypij herbatkę, a potem, jak jeszcze będziesz chciała pić, zrobię ci kawkę."
I co? W trakcie picia pojawia sie sto nowych jachców, a kawka odchodzi w zapomnienie.

"Ja chcę" nasila się, kiedy nie mam dla Joasi czasu. A raczej: kiedy ona czuje, że akurat jestem niedostępna. Na przykład kroję marchewkę do zupy, spiesząc się, bo za chwilę Witulek się obudzi. Wtedy natępuje atak: na rączki, do mamusi, chcę zobaczyć, jak mama kroi, jak się gotuje. 

A jeśli tylko spróbuję odmówić...
- Nieeeee-EEEE-EEEE! Nie-nie-nie-łeeeeeeeee-łuu-ŁUUUU!
To przychodzi zwierzątko-wyjątko.

Zwierzątko-wyjątko pojawiło się po raz pierwszy, kiedy nie po raz pierwszy zaczęłam tracić cierpliwość, próbując zapanować nad małym krzyczącym stworzonkiem i większym wyjącym stworzonkiem naraz. Joasia, zmęczona i marudna, zafundowała sobie solidny atak buntu. Przekonana, że niewiele się uda z tym zrobić, postawiłam zapłakanego i zasmarkanego stwora przed lustrem i powiedziałam:
- Zobacz! Przyszło zwierzątko-wyjątko!
Asia na chwilę umilkła. Nawet zaczęła się uśmiechać, rozumiejąc dowcip, ale zaraz jej się przypomniało, czego to nie może dostać tym razem, i zaczęła produkować klasyczną podkówę.
- O, zobacz, zobacz! Znowu przyszło! - zawołałam.
I znowu chwila spokoju. Potem na zapłakanej buzi - uśmiech.

A nieco później - o zgrozo - próbowała przed lustrem płakać na siłę, żeby jeszcze pooglądać zwierzątko-wyjątko. Na szczęście szybko przestała.

Tak czy siak, wniosek: kiedy spokojnie siedzimy i rozmawiamy, jachce razem ze zwierzątkiem-wyjątkiem znikają za horyzontem. Joasia opowiada bajki i jest naprawdę miło.







2 komentarze:

  1. Strasznie mi się podoba, że Joasia pije kawkę! :D Wiem, wiem. Kawka dla dzieci. Ale i tak to fajnie brzmi!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś musiałam jej zaproponować, kiedy chciała kawę z tatusiem :)

      Usuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...