sobota, 23 marca 2013

Akademia malucha

Ostatnio J. wróciła od babci ze zdobyczną książeczką. A konkretnie - zeszytem z serii "Akademia 2-latka". Najpierw pomyślałam, że to bardzo na wyrost, potem przypomniałam sobie, że Joaśka nie ma już półtora roku, na czym jakoś się zafiksowałam, ale prawie dwa (o czym informuje wszystkich spotkanych na spacerze). Czyli w sam raz.
Potem przejrzałam sobie zawartość.

Czarno-białe rysunki w typie kolorowanki, do tego małe, kolorowe naklejki. Na każdej stronie inne zadanie, na przykład: "Kasia szuka swojego kota. Pokaż, gdzie ukryło się zwierzątko. Przyklej obok dziewczynki jeszcze jednego kota". Jakieś dwadzieścia stron. Fajnie.

Joanna zażyczyła sobie oczywiście, by nową (tą nową! tą nową! Tą! Tą TĄ!) książeczkę czytać do popołudniowej drzemki. Nie jest to na ogół dobre rozwiązanie, bo zamiast zasnąć przy wtórze monotonnie mamrotanego przez mamusię wierszyka, rozbudza się, oglądając nowe obrazki. 

I oczywiście tak było i tym razem. Najpierw obejrzałyśmy książeczkę, a właściwie zeszyt, opowiadając sobie, co gdzie jest. Przy okazji wykonałyśmy wszystkie polecenia - poza naklejaniem. Zajęło nam to kwadrans. Po drodze zdenerwowało mnie polecenie numer dziewięć: "Dzieci bawią się w pokoju. jedno z nich hałasuje, a drugie jest cicho. (...) Pokaż to, które zachowuje się głośno i przyklej pod nim naklejkę ze smutnym skrzatem". Głośno, rzecz jasna, zachowywał się chłopiec z piłką,  a cichutko - dziewczynka z klockami. Jak nietrudno się domyśleć, ona miała dostać uśmiechniętego skrzata.

Ale nie nakleiłyśmy skrzatów według polecenia. Asia zdecydowała, że chłopcu też damy klocki (które miały znaleźć się zupełnie gdzie indziej). Zresztą zagwozdki zaczęły się na stronie pierwszej: koło odrysowanej stopy trzeba było nakleić skarpetki. Joasia długo, długo szukała wśród naklejek skarpetek, aż się zaniepokoiłam i jej pokazałam. A moje dzieciątko na to: kalosze! Co gorsza, faktycznie bardziej przypominały kalosze. Zresztą większość naklejek znalazła się niekoniecznie tam, gdzie to przewidywał producent. No bo niby dlaczego ryba nie może znaleźć się w stawie koło żaby i bociana? Bo ktoś wymyślił, że koło misiów? A czemu dziewczynka nie może dostać czapki i szalika? Przecież jest na śniegu, a bałwanek już ma jedno i drugie. I dlaczego naklejać chłopcu w piaskownicy łopatkę gdzieś nad głową, w szarym kwadraciku, skoro on się nią bawi w piasku, a nie w powietrzu?

Naklejki zużyłyśmy w jakieś siedem minut i teraz zostało jedynie kolorowanie, które Joasi nie idzie jeszcze ani trochę zgodnie z wzorcami i oczekiwaniami. Po prostu zarysowuje krechami powierzchnię kolorowaną, nie przejmując się zbytnio szczegółami. O. I już.

Wniosek: moje podejście do dziecięcej kreatywności działa, jak trza. Nie jestem bowiem typem matki, która daje dziecku zabawkę i pokazuje, jak się nią bawić. Daję, a potem siadam sobie obok i patrzę, co też moje dzieciątko wymyśli. I wymyśla rzeczy zaskakujące, a potem patrzy z lekkim zdziwieniem na innych dorosłych, którzy próbują jej pokazywać, co ma robić, żeby się bawić. Dziecko samo wie, co lubi robić.

Na marginesie: po zamazaniu kredką jednego obrazka Joaśka posiała gdzieś akademicki zeszyt i nawet go nie szuka. Najwidoczniej uznała, że zadanie wykonane. Za to od poniedziałku bawi się buteleczką z koralikami, guzikami i pieniążkami, wygrzebanymi z przepastnego pudła mamusi - taka zabawka, którą zrobiła sobie sama. Biega z nimi po domu, wsypuje do pudełka  w pokoju, po czym wysypuje w kuchni, potem zbiera do buteleczki, żeby wysypać w sypialni, przynieść z łazienki dużą miskę, włożyć drobiażdżki, wejść samej i mówić, że się kąpie z kuleczkami. Pokazuje mi kolory, mówi, które małe, które duże i gdzie wpadły. Dzieli na koraliki, guziki i pieniążki. Wkłada do słoika, drewnianego kieliszka na jajko i do kieszeni.

I wiecie co? To jest nasza akademia malucha.

P.S. Jest to też wielkopostne ćwiczenie cierpliwości też. Ile można zbierać to draństwo z podłogi? Siedem razy? Czy siedemdziesiąt siedem? Zgadnijcie sami.


2 komentarze:

  1. czy ryzyko polkniecia nie jest zbyt duze?

    OdpowiedzUsuń
  2. Ryzyko połknięcia występuje, kiedy dziecko bierze drobiazgi do buzi. Z mojego doświadczenia wynika, że każde dziecko ma swój moment, w którym przestaje badać przedmioty buzią. U nas jest już po.

    OdpowiedzUsuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...