sobota, 9 lutego 2013

Matka nieodpowiedzialna

Wczoraj byłam matką nieodpowiedzialną. Wyszłam na spacer po śniegu z dwójką dzieci naraz. Witulek w wózku, Joasia, o dziwo, na własnych nóżkach. Plusem samobieżnej Joasi jest to, że łatwiej pcha się wózek po śniegu dwoma rękami. Minusem - że trzeba wózek porzucać i biec za wyczyniającą różne rzeczy Joanną.

Najpierw moje dziecko starsze postanowiło zdjąć rękawiczki i postrącać kropelki wody, wiszące na płocie. Alejka bezpieczna, z dala od ruchu samochodowego, żadnych psów bez kagańców biegających luzem nie widać, więc idę spokojnie do przodu. Oglądam się, oczywiście, co piętnaście sekund, żeby sprawdzić, czy stworzonko biegające nie pomknęło w złym kierunku. Ale nie, płot działa jak magnes. Pochylam się nad Witulem, który miauczy coś o smoczku, po czym odwracam się kontrolnie.

Joasie tuż za mną. Na nosie ma dwie krople wody.
- Zlizałam kjopelki! - oznajmia z dumą.
Po czym rusza do płotu pokazać mi, jak. Że buzią, konkretnie.
Zabraniam jej, wiedząc z góry, jaki to odniesie skutek (a o buncie dwulatka napiszę niedługo).

Z oddali rzecz obserwuje starsza pani, która ciągnie za sobą wnuka na sznurku, pardon - wnuka na sankach na sznurku. Zbliża się do nas, zagaja coś do Joasi, oczywiście biorąc ją za chłopca (zielona kurteczka, takież buty, brązowe sztruksy, nic dziwnego). Wyjaśniam, że to dziewczynka, a chłopiec jest w wózku.

O, ja nieostrożna.

Pani zagląda do wózka. Przygląda się dłuższą chwilę śpiącemu słodko, rumianemu pod kremem Witulkowi.

- A on nie marznie? - pyta z przyganą, patrząc na mnie surowo.

W sumie - nic dziwnego. Zazwyczaj dzieci w wieku Witula i starsze są obwiązane wszystkim, co matka miała i wyglądają jak małe kukiełki. Widać tylko oczka. A ja tu na wzór skandynawski odziewam dziecko cieniej, niż standardy polskie przewidują. Pani babcia pewnie nie wie, że polskie dzieci są podobno najczęściej przegrzewanymi dziećmi w Europie i że chowana w chłodzie Joacha katar miała raz, a kaszel też raz, w przeciwieństwie do polskiego dziecka statystycznego. Nie musi tego wiedzieć. Ale, na litość, czy wyglądam aż tak nieodpowiedzialnie? Jest przecież plus sześć stopni i nie ma wiatru.

Na wszelki wypadek zakładam Joasi rękawiczki. Pani nas w końcu mija, razem z wnukiem i sankami, a my ruszamy na schody.

Schody są koniecznym punktem spaceru. A że Witulek budzi się, gdy wózek się nie rusza, zamiast asekurować Joasię, puszczam ją samopas. Najpierw zdejmuje sobie rękawiczki, potem rusza w dół po stopniach, po czym wchodzi na górę po nieco zaśnieżonej pochylni dla wózków. I znowu na dół, tym razem nie po stopniach, a po pochylni.

Po szóstym kursie - ja stoję na górze schodów i bujam wózek, Joasia gołymi łapkami zrzuca śnieg z betonowego płotka i woła zachwycona "Odśnieżyłam śnieg!" - mija nas małżeństwo w średnim wieku.

Patrzą na mnie niezbyt miło. Rzucam coś o schodach jako zamienniku placu zabaw, ale lustrują mnie z wózkiem, Joaśkę z gołymi łapkami omijającą ryzykowne miejsce na pochylni - i mijają bez słowa.

Matka nieodpowiedzialna nie zasługuje na nic więcej.

A ja nie będę im przecież tłumaczyć, że anioł stróż Joasi jest ode mnie szybszy o osiem sekund. A jak jej zmarzną rączki, sama przyjdzie, żeby jej założyć rękawiczki.

Na szczęście są jeszcze miłe starsze panie, które uśmiechają się miło i zagadują do Joaśki, a potem zaglądają sobie z przyjemnością do wózeczka i odchodzą w zachwycie. Bez niemiłych spojrzeń i komentarzy.

Dają nadzieję, że nie jest ze mną zupełnie źle.

8 komentarzy:

  1. Właśnie ze zdziwieniem odkryłam, że mój ostatni post zniknął z bloga jak sen jaki złoty... a z nim wszystkie komentarze znikły. Za co bardzo przepraszam - w imieniu Bloggera. Wrzucam je wszystkie hurtem w jednym komentarzu i liczę na dyskusji ciąg dalszy:)

    OdpowiedzUsuń
  2. No i tu te zgubione komentarze:

    Anonimowy:

    Oj pamiętam to z tym ubieraniem.. jak pierwszy raz przyjechali do mnie Rodzice i pierwsze pada pytanie: a czy jemu nie jest za zimno? Asiu a gdzie można znaleźć jakieś artykuły na temat takiego skandynawskiego ubierania? Będę bardzo wdzięczna za pomoc.
    Serdecznie pozdrawiam
    Ania W-K

    m.:

    Nazwałam to "skandynawskim", ale bardziej to norweski pomysł. Ogólnie chodzi o to, żeby dziecko hartować i ubierać w sam raz. Nie za ciepło. Dziecko na spacerze zazwyczaj biega - dosłownie - i jest mu przez to cieplej niż dorosłym, więc nie ma potrzeby zakładania mu kilku warstw więcej. Tak na zdrowy rozsądek:)

    Na szybko znalazłam dwa takie linki poglądowe:

    http://dzieciowo.pl/2012/09/zimny-norweski-chow.html
    http://polki.pl/rodzina_niemowle_artykul,10031257.html

    a jak na coś jeszcze wpadnę, to tu dorzucę w komentarzu.

    pozdrawiam:)

    Anonimowy:

    Norwegowie maja inny klimat, kulture i specyfike spoleczenstwa. Porownywanie nas do nich jest niespojne.

    m.:

    Chyba raczej: nieadekwatne:)

    Może i tak. Ale na pewno daje do myślenia fakt, że u nas jest o wiele łagodniejszy klimat, a dzieci są ubierane cieplej od norewskich, które się wychowują w ostrzejszym klimacie. Więc porównywanie klimatu akurat jest adekwatne.
    Dziecko nie ma nawyków "klimatycznych" od urodzenia, jak się je hartuje i przyzwyczaja do chłodu, tak mu zostanie niezależnie od kultury.

    A specyfika społeczeństwa? To też można porównywać. Boimy się zmarznąć. A oni nie. A z porównania wynika, że lepiej zimniej, niż cieplej: dzieci "trzymane w chłodzie" rzadziej chorują, są odporniejsze.

    Anonimowy:

    Skad wniosek iz dzieci trzymane w chlodzie rzadziej choruja?

    m.:

    Z doświadczenia. Mojego, mojej mamy, kilku innych matek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zgadzam się z Tobą, ja wychodzę z założenia, że jeszcze się taki nie urodził coby każdemu dogodził i robię swoje ;) choć komentarzy nie brakuje ;p

      Usuń
    2. właśnie.
      dla mnie najważniejsze jest, żeby moje dzieci miały się dobrze. a że komuś się nie podoba - co zrobić, trudno :)

      Usuń
  3. To dosc subiektywna ocena. W ubieraniu dzieci problemem jest to, że nie do końca wiadomo jak mu jest bo jak wiadmo każdy ma trochę inne upodobania.:)
    Co do Norwegii tam dzieciaki hartuja sie tez na lodkach, czy rowniez zamierzasz to wprowadzic w wychowanie swoich?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Subiektywna ocena, owszem. Poczytaj sobie gdziekolwiek, na przykład tu: http://ebobas.pl/artykuly/czytaj/104/pielegnacja/niebezpieczne-przegrzewanie
      albo tu
      http://dzieci.pl/kat,1024251,title,Nie-przegrzewaj-dziecka-zima,wid,13067500,wiadomosc.html?smgputicaid=61011f
      albo tu:
      http://pediatria.mp.pl/pielegnacja/show.html?id=52403
      - to trzy pierwsze, które podpowiedział wujek Google. Jego też możesz zapytać.

      A co do - jak się domyślam - łódek: skąd taki pomysł? Bo ja nic takiego nie sugeruję... Może czytaj uważniej.

      Liczyłam na konstruktywną dyskusję - możesz na przykład opowiedzieć, jak ubierasz swoje dzieci (o ile je masz). Itp, itd. A jeśli chodzi tylko o to, żeby się ze mną nie zgadzać, to proszę: przyjęłam do wiadomości, ze ktoś anonimowy się ze mną nie zgadza. Wystarczy? :)

      Usuń
  4. Oj Martuś, czy pamiętasz te piękne mroźne i śnieżne zimy, kiedy po naszym ukochanym kółku plastycznym brodziłyśmy po kolana w śniegu...? Nie pamiętam gdzie wtedy były rękawiczki, a nawet czapka - w moim przypadku...

    Już wtedy ziarno trendu skandynawskiego zostało rzucone... jak widać powyżej, na podatny grunt !!! :)
    Justyna Pe teraz De :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam spacer, na który się uparłyśmy i lazłyśmy z godzinę w śniegu po kolana przez zamarznięty ugór. A potem spodnie miałyśmy mokre do kolan:D

      Coś w tym jest!

      Usuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...