sobota, 16 lutego 2013

Dwa miesiące

Jak ten czas leci. Prawie że przed chwilą pisałam, że minął nam pierwszy miesiąc, a tu już drugi się skończył.
Witulek szaleje. Gada. Bawi się serduszkami w paski, które mam mu uszyła i zawiesiła nad kołyską. Uśmiecha się. Cieszy się też na widok mamy, zwłaszcza w porze jedzenia. Wtedy również mlaszcze znacząco, żeby nie było wątpliwości.


Literatura fachowa podaje, że powinien między innymi:

- odpowiadać uśmiechem na uśmiech
- gruchać i gaworzyć - a-gu!
- przewracać się z boku na plecy
- chwytać przedmiot włożony do ręki
- składać ręce
- śledzić przedmiot po łuku
- wyciągać ręce do zabawki itp.

I w zasadzie robi wszystko, co mógłby, a nawet nieco więcej, choć wciąż jeszcze nic go tak nie rozśmieszyło, żeby śmiał się na głos. Czekam na to niecierpliwie.

Jest za to małym oglądaczem.
Ogląda oczami i rączkami. Bardziej oczami na razie. Bardzo uważnie. I tuż po skończeniu pierwszego miesiąca odkrył, że tupanie nogami powoduje, że zabawki się ruszają (te wiszące nad głową w kołysce).

Przypuszczam niebezpodstawnie, że ma w tym swój udział łykane przeze mnie grzecznie DHA. Żeby z mlekiem trafiało do małego układziku nerwowego.

Trochę chemii i biologii. DHA - czyli kwas dokozaheksaenowy jest jednym z kwasów nienasyconych omega-3. Stanowi prawie jedną trzecią fosfolipidów [czyli podstawowego budulca błon komórkowych, istotna rzecz] w układzie nerwowym (centralnym) i w siatkówce oka.

Jak podaje PTG oraz eksperci (ich stanowisko tutaj), efektem suplementacji DHA jest dojrzewanie ostrości widzenia, rozwój psychoruchowy oraz fizyczny. DHA ma też wpływ na częstość infekcji.

Sprawdziłam działanie tego specyfiku na Joaśce, bo tak mi surowo przykazał szpitalny pediatra. I Joaśka  faktycznie szybciej niż dzieci w jej wieku interesowała się tym, co widzi dookoła, i była jakby bardziej komunikatywna. A Witulek - jeszcze bardziej. Zatem dojrzewanie ostrości widzenia potwierdzone na mojej dwójce. Z infekcjami - w przypadku Jot - też by się zgadzało.

Łykam więc przezroczyste tabletki ze złocistym płynem w środku, a Joasia za każdym razem woła, że ona poda mamusi. Jak czasem zapomnę, przypomina; nie chce stracić takiej rozrywki. 

Szkoda mi tylko, że DHA dla starszych dzieci, nie karmionych już piersią, przeokropnie śmierdzi rybą. Joaśka dała sobie wlać ów specyfik do buzi raz. I teraz pudełko z kapsułkami stoi. Cóż zrobić. Ja też bym tego nie tknęła. Taki tran w nowym wydaniu - brrr.
Za to łososia Joasiątko jak najbardziej. Oliwki też. Choć czy w marynowanych oliwkach jest DHA - nie wiem. Przypuszczam, że jednak nie. 
Obiło mi się jednak o uszy, że źródłem DHA jest też len. Spróbujemy. Może będzie śmierdzieć mniej. 



1 komentarz:

  1. te bardzo potrzebne kwasy których nasz organizm nie wytwarza są w różnych olejach! np. w lnianym czy wiesiołkowym. można w nich właśnie je zjadać :)

    OdpowiedzUsuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...