niedziela, 20 stycznia 2013

Kisiel i dżem, czyli bez chleba

Tak się jakoś składa, że moje dziecko starsze nie chce jeść chleba. Nie lubi. O kanapkach nie ma mowy - no, chyba że to kanapka mamusi i zjada się ją na krzywy ryjek, w trakcie zabawy klockami.

Do jedzenia chleba robiliśmy już kilka podejść. Najbardziej udanym były kuleczki (pomysł tatusia). Takie ugniecione z chleba, wiecie. Okazały się jadalne. Na chwilę chwyciły też kwadraciki i trójkąciki - w czasie fascynacji kształtami. Spróbowałam też raz foremką do pierniczków wyciąć serduszka, ale Joasia, zamiast je zjeść, zaczęła się nimi... bawić.

Czasami skusi się na wysuszoną kromkę, która chrupie jej w zębach. Przypuszczam, że tylko dla chrupania. Równie rzadko zjada kromkę chleba solo - częściej zdarzało się to latem, kiedy w porze drugiego śniadania robiłyśmy wózkową wyprawę do piekarni i dostawała do łapki świeżą kromeczkę. A teraz zima, śnieg, mróz, wiatr hula, rękawiczki na rączkach i o jedzeniu na dworze nie ma mowy.

Próbujemy więc inaczej, na przykład sposobem babci M. Kiedy nie chciałam jeść chleba, mama maczała mi go w soku z pomidorów albo robiła małe kanapeczki z dżemem. I jadłam. Joaśka natomiast nie. Owszem, macza sobie chleb... w herbacie, czy co tam akurat ma do picia, w celach wyłącznie eksperymentalnych. Natomiast z chleba posmarowanego masłem zdrapuje łyżeczką masło i je zjada. Dżem zlizuje. Wędlinę zdejmuje. I co tu zrobisz, człowieku. Kiedyś w porze kolacji byłyśmy u sąsiadki, mała W. jadła kanapkę, więc Asia też od razu zachciała. Dostała, po czym jednym ruchem zdjęła sobie plasterek szynki, przyjrzała się uważnie kromce i zawyrokowała:
- Mało masła!
Po czym pożarła wędlinkę, chlebek zostawiając beztrosko na talerzu.

Czasami udaje się z dżemem, zazwyczaj, kiedy zjada MOJĄ kanapkę. Ze swojej zdrapuje lub zlizuje, w zależności od dostępnych narzędzi i nastroju. Żeby nie zlizywała, nakładam jej troszeczkę do miseczki. Ostatnio trafił się dżem truskawkowy.
Nałożyłam, a J. zagląda do środka i mówi:
- Kisiel!
- Nie, to nie kisiel. To dżem - oddalam podejrzenia.
- Wygląda jak kisiel - odpowiada na to moje dziecko.
Opad szczęki - jak zwykle, kiedy Joaśka niepostrzeżenie opanuje nowy zwrot.

Na drugi dzień znowu jemy na śniadanie dżem truskawkowy (co wrażliwszych spieszę uspokoić, że nie tylko). Joasia prosi, żeby nałożyć dżemu do miseczki. Nakładam.
Zagląda, a ja tylko czekam, co powie.
- Wygląda jak kisiel - mówi Jot. - Znowu!

Tak. Słusznie się domyślacie. Chlebka nie zjadła. Zabrała go z talerzyka i oznajmiła:
- Mamusia zje!

A mamusia - jako że występuje ostatnio w roli matki karmiącej - chlebka i makaronu je niewiarygodne ilości. Nie zatrzymując tym, o dziwo, procesu zrzucania nadwyżek po ciąży. Więc intuicja - lub obserwacja - trafna. 

Fot. Ojciec dzieciom.









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...