środa, 23 stycznia 2013

Bez przegrzewania, czyli trochę o SiO i PUL

Zatrwożona doniesieniami o męskiej bezpłodności spowodowanej przegrzewaniem chłopców w pieluchach jednorazowych, postanowiłam zadbać o zdrowie W. i przejść na wielorazowe.

Jeszcze przed porodem przeryłam się przez sporą ilość stron internetowych na ten temat, dowiadując się, co to są otulacze, kieszonki, wkłady, AiO, SiO i inne takie. I które są najlepsze. I jak się to w ogóle robi. Przeczytanie wszystkiego ze zrozumieniem - co w ostatnich dniach ciąży nie jest wcale takie oczywiste - zajęło mi trochę czasu, a kiedy już wreszcie przestałam się gubić w terminologii, podjęłam decyzję.

Potem porozmawiałam jeszcze z praktykującymi to rozwiązanie matkami, a dokładniej: z jedną matką porozmawiałam, a drugą poczytałam tutaj. I uznałam, że rzecz nie musi wcale być uciążliwa i nie do przejścia. I że pieluchy wielorazowe nadają się także dla leniwych, vide ja.

Żałuję, że nikt mi nie powiedział o pieluchach wielorazowych przy Joaśce; ale niestety tak wyglądają realia.W szkole rodzenia nikt o innych metodach pieluchowania nie wspomina, no, chyba że o tetrze z ceratką, co jest rozwiązaniem nieco przestarzałym i bardziej uciążliwym. A o tzw. naturalnej higienie noworodka zupełnie nic nie mówi polska służba zdrowia. Na liście rzeczy do szpitala - pieluchy jednorazowe (lub tetrowe), w szkole rodzenia - pokaz przewijania z pampersem w roli głównej. A gra jest przecież warta świeczki, jeśli chodzi o chłopców.

Pieluchy właśnie nadeszły, mała Jot zachwycona kolorowymi majtkami rozpakowała wszystkie (moimi rękami) i rozpinała sobie dla zabawy zatrzaski (również moimi rękami) po czym zapinała je z powrotem (zgadnijcie, jak). A jak wyschną, zaczniemy przygodę z mikropolarem, mikrofibrą i PUL-em.

Do całej zabawy sceptycznie podchodzi babcia I., która ostatnio obejrzała w telewizji jakiś program o pieluchach wielorazowych i uznała, że to żadne cuda, tak jak tetra z ceratką, tylko droższe i kolorowe.

Mam jednak nadzieję, że nie do końca tak samo. Mam jeszcze w głowie opowieści mojej mamy o moczeniu, gotowaniu, wykręcaniu, wieszaniu i prasowaniu pieluch tetrowych. Co zajmowało jej mnóstwo czasu, który to czas ja mogę sobie (teoretycznie) przeznaczyć na odpoczynek. A także inne historie o  zawartości pieluchy przeciekającej na dziesięciostopniowym mrozie itp itd.

A z wielorazówkami z PUL - podobno szybko i łatwo. Coś pomiędzy tetroceratką a pampersem. Producenci zachwalają i zapewniają, że komfortowo, zdrowo i ekologicznie. Matki też sobie chwalą.

Pytanie pierwsze: dlaczego tylko jedna moja znajoma (a ostatnio co chwilę komuś rodzi się dziecko, taki wiek) zdecydowała się na wielorazówki, skoro rozwiązanie ma same plusy... Może to tak, jak z porodami w wodzie: są super, ale mało kto się decyduje.
Pytanie drugie - czy mój obecny level systematyczności i zorganizowania wystarczy do ogarniania tego wszystkiego, co się z wielorazówkami wiąże.

Cóż. To się okaże niedługo. I wtedy wam opowiem. 





1 komentarz:

  1. To chyba kwestia zupełnego braku wiary w to, że pieluchowanie wielorazowe nie musi być orką na ugorze. Ja byłam postrzegana jako męczennica.

    OdpowiedzUsuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...