środa, 16 stycznia 2013

744 godziny

No i mamy na liczniku pierwszy miesiąc.

Kiedy mała Jot była całkiem mała, zabawiałam się co miesiąc porównywaniem jej osiągnięć z teorią. W roli teorii występował podręcznik dla młodych matek i nie tylko "Pierwszy rok życia dziecka" (o którym później). Przy miesięcznym podsumowaniu jest następująca uwaga:
"Wcześniaki zwykle osiągają pewne etapy rozwoju później niż ich rówieśnicy, zazwyczaj w okresie, w którym osiągnęłyby je, gdyby urodziły się w terminie."

I tu niespodziewanie wraca temat porodów indukowanych oraz cesarek przy okazji.
Po porodzie moją współlokatorką była pani B. - po cesarce, która - jak to cesarka - jest planowana przez lekarza, a nie przez naturę. Z różnych względów jej dzieciątko urodziło się dwa tygodnie przed terminem (tym lekarskim). Nasz W. natomiast dziesięć dni po terminie. Gdyby wziąć pod uwagę datę porodu, synek pani B. był sześć dni starszy od Witulka - choć to moje dziecko wyglądało na starsze. I w zasadzie takie było: W. był przecież - licząc zgodnie z lekarskim terminem - o trzy tygodnie starszy!
Wniosek: uwaga w podręczniku dotyczy nie tylko wcześniaków. I to bardzo ważne, choć i tak autorzy w bardzo rozsądny sposób podają informacje. Dziecko "powinno umieć" - i "może nawet umieć". To stopniowanie sprawia, że młode matki oszczędzają czasu lekarzom, kiedy ich miesięczne dziecko nie łączy rączek.

A co leży w zakresie możliwości dziecka, które skończyło miesiąc?

Otóż powinno umieć:
- podnieść na chwilę głowę, leżąc na brzuchu
- zatrzymać wzrok na czyjejś twarzy
Prawdopodobnie umie:
- zareagować na dźwięk np. dzwonka
Może umieć:
- podnieść głowę o 45 stopni, leżąc na brzuchu
- wydawać krótkie, gardłowe dźwięki
- odpowiadać uśmiechem na uśmiech
Może nawet umieć:
- trzymać sztywno główkę, gdy jest trzymane pionowo
- podnieść głowę o 90 stopni podczas leżenia na brzuchu
- złączyć raczki
- uśmiechnąć się spontanicznie.

Z mojego doświadczenia wynika, że to nie wszystko. Można by tu dopisać podążanie wzrokiem za przedmiotem czy też za mamusią, uważne przyglądanie się wzorom i kolorom, zwłaszcza tym, których dziecko jeszcze nie widziało. Przykład: kiedy jeszcze w szpitalu zmieniłam koszulę na taką z czerwonym wzorkiem, Witulek poświęcił jej dziesięć minut, choć wcześniej sam się domagał drugiego śniadania. Więc oglądanie z zainteresowaniem - o, tak.

Mnóstwo nowych umiejętności, prawda? Choć niektóre z nich dziecko posiadło już w brzuchu, zmiana środowiska z wodnego na powietrzne wymusza powtórkę. A najfajniejsze z tego wszystkiego jest, że zaczyna się uśmiechać. Uśmiech ma naprawdę duży wpływ na postrzeganie dziecka przez jego dorosłe otoczenie. Przypomina, że mamy przed sobą nie zestaw zadań do wykonania, tylko żywego, prawdziwego, choć niedużego, drugiego człowieka.

A Witulkowi idzie całkiem nieźle. Zwłaszcza rozmawianie z wiszącym przy przewijaku ubrankiem w paski (a-gu! a-u!), kiedy próbuje odkryć, jak to zrobić, żeby się poruszyło.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...