sobota, 22 grudnia 2012

Do wody!

Ha! Udało się!
Witulek urodził się do wody!

Przed pierwszym porodem naczytałam się do rozpuku o porodzie do wody, jego zaletach i braku wad. Bardzo chciałam tak urodzić Joaśkę, ale pan minister zdrowia zrobił mi głupi kawał i wydał rozporządzenie, które sprawiło, że położne bez certyfikatu nie mogły takich porodów odbierać, mimo faktycznego przygotowania i np. sześciu lat doświadczenia. I lipa. Znaczy - poród "na sucho".

A tym razem - niespodzianka. Zrobiłam sobie co prawda odpowiednie badania, żeby nie pluć sobie w brodę, gdyby się okazało, że do wody urodzić się da. Ale zupełnie, ale to zupełnie się nie nastawiałam. Bo jedyna lekarka, która odbiera porody do wody, dyżuruje w środy. Okazało się jednak, że akurat ma dyżur, więc zajrzała do nas, obejrzała mnie, porozmawiała i powiedziała, że ona nie potrafi odmówić kobiecie, która chce urodzić do wody.

Co prawda wyobrażałam sobie wszystko trochę inaczej - takie większe wow, i w ogóle. A było normalnie, tylko zamiast fotela - wanna. I przyjemna, ciepła woda, i Witulek robiący do niej "chlup!"

Teraz o zaletach.
Dziecko ma ponoć być spokojniejsze, bo mniejszy szok przy porodzie - z wody do wody, a dopiero potem na powietrze. I ma poczucie bezpieczeństwa właśnie przez tą łagodniejszą zmianę środowiska.
Mam za to szybciej dochodzi do formy.

I to by się zdecydowanie zgadzało. 









1 komentarz:

  1. Mój mąż strasznie chciał bym tak rodziła, ale nie było możliwości. Pozdrawiam i zapraszam do siebie na http://ewelabeztytulu.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...