sobota, 24 listopada 2012

Śnieg

Dzieci lubią śnieg, podobno. Ale to zależy od wieku.

Pierwszy śnieg mała J. zobaczyła, kiedy miała jakieś siedem miesięcy. Zachwycona mamusia ubrała dziecko ciepło, opatuliła kocykiem i popchała, sapiąc, wózek pod górę do parku. A tam biała kołderka na krzewach, drzewach i niektórych gołębiach, ślady na śniegu, biała cisza, bo ptactwo oraz wiewiórki wykorzystały szanse na sen. W oddali białe pola i białe drogi.

Zrobiłam ze śniegu kulkę, podałam małej łapce, żeby sobie bez rękawiczki sprawdziła, jaki śnieg jest zimny. A moje dziecko, kiedy tuż po wyjściu z domu zobaczyło dookoła biel i biel, i trochę szarości, i czarne gawrony, zacisnęło usteczka i tak odbyło cały spacer. Z niesmakiem. I z ulgą powitało powrót do domu (!). Potem śnieg stopniał i było po problemie.

Najbardziej żałował dziadek R., który koniecznie chciał dziecku nabyć sanki (pierwsza wnuczka, sami rozumiecie). I był trochę rozczarowany, kiedy mu wyjaśniłam, że na sankach wypadałoby dobrze siedzieć, a nawet się trzymać,  a zwłaszcza tego drugiego Joasia na pewno nie zrobi.

Za to w tym roku...

Najpierw obudziliśmy się pewnego ranka, a za oknem sypał śnieg - piękne, białe, wielkie płatki, cicho frunące w powietrzu. Majestatycznie.

- Chodź, Asiu, zobacz, pada śnieg!

Stanęła na swoim zwykłym miejscu przy oknie. Zapatrzyła się. W końcu zaczęła wołać:
- Piójki! Muśki!
- To nie piórka, to śnieg - tłumaczę.

Po śniadaniu ubrałam szkraba ciepło i powędrował z tatusiem na spacerek. Śniegu było za mało na sanki, ale na bałwanka - w sam raz. Wróciła dumna, trzymana przez tatusia jedną ręką, bo drugą trzymał bałwanka.

- Zrobiliśmy bałwanka! - oznajmiła mi, po czym bałwanek został pieczołowicie ustawiony na parapecie balkonu. Miał tam, biedak, za ciepło, więc nie postał długo. Dzięki temu Joasia dowiedziała się, że śnieg się rozpuszcza.

Później udało się jeszcze wyjść na sanki, a potem śnieg stopniał. I nie da się robić bałwanków. Satysfakcja za to pozostała. I mamusia nie musi się wysilać, kiedy czyta książeczki z akcją na śniegu i musi dziecku tłumaczyć, cóż to takiego ta niepokolorowana płaszczyzna, po której dzieci jeżdżą na sankach.

1 komentarz:

  1. Dobrze, że przynajmniej śniegu trochę było :D. My w zeszłym roku kupiliśmy (co prawda w naszym sklepie ale kupiliśmy) dzieciom takie sanki: piccolino Adbor i przestały w garażu całą zimę...

    OdpowiedzUsuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...