sobota, 6 października 2012

Pan Jezus. Mały!

W prezencie od Wuja dostała J. książeczki. Książeczki były dwie. Tematyczne. Wiadomo, matka teolog. Jedna o mszy świętej, druga o aniołkach. Obie wydane przez WAM. Ktokolwiek miał do czynienia z podręcznikami do nauki religii dla klas podstawowych, wydane właśnie przez WAM, może sobie wyobrażać zawartość.

Schowałam więc obie głęboko w stosie lektur, uznając, że moje jeszcze-nie-półtoraroczne dziecko jest za małe na informacje "Na ołtarzu dokonuje się przeistoczenie". Ale J. nie lubi, kiedy chowa się jej książeczki, więc wykopała tę o mszy i zażądała, żeby czytać.
Więc czytamy.
Matka wspina się na wyżyny, żeby tekst zawarty w książeczce przełożyć na język dziecka szesnastomiesięcznego. Niech chodzi o żadne ornaty, ołtarze czy inne takie - skoro wie, że sweter to sweter, a polar to polar, może też wiedzieć, że ornat to ornat. Ale omawianie części mszy - hm.

Że dzieci idą do kościoła - ok. My też chodzimy, więc rzeczywistość znajoma.Że siadamy w ławkach, że ksiądz wchodzi, chłopiec dzwoni, pan czyta - wszystko ok. Ale potem na obrazkach - przeistoczenie.Na obrazu ołtarz, ksiądz, hostia, kielich, świece, za księdzem - krucyfiks.
- Pan Jezus - cieszy się moje dziecko, które zainteresowało się kiedyś krzyżykiem na ścianie i teraz już WIE.
- Tak - mówię - a tu też jest Pan Jezus - i pokazuję opłatek.
- Mały! - orzeka J.

W najbliższą niedzielę na mszy moje dziecko podczas przemienienia (które matka mu opowiada, żeby cisza nie kusiła zanadto do mówienia wierszyków na głos) oznajmia:
- Pan Jezus!
I dodaje zaraz, dumne z siebie:
- Mały!
Trudno zaprzeczyć.

Książeczka weszła do kanonu, a J. biega czasem po domu i opowiada początek:
- Zuzia i Wojtuś idą z rodzicami do kościoła!

P.S. Ostatnio czytanie książeczki o mszy padło na babcię. Babcia się przejmuje, więc stara się wyjaśniać rzeczywistość jak najlepiej, czyli jak najwierniej. Wracam po południu skądśtam, mała z babcią, do przewijania, ojciec bierze dziecko na przewijak i mówi z niepokojem:
- Czy NAPRAWDĘ została nam jedna pielucha?
Na co J., z usmiechem i satysfakcją:
- Moja wina! Moja wina!

2 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. I chyba doczeka się części drugiej, bo Asię ostatnio Pan Bóg znowu zainteresował.
      - Kto to jest Pan Bóg?
      - Taki pan, który mi piecze ciasteczka!
      I jak tu nie mówić, że dzieci mają intuicję!
      :)

      Usuń





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...