sobota, 1 września 2012

Rozmawiaj ze mną, mamo

- Jedziemy nad mozieł! - mówi co jakiś czas tęsknie Joasia.
A tu jedyne, co mam jej do zaproponowania, to miska z wodą na balkonie albo piaskownica. Tłumaczę, że morze zostało daleko, że pojedziemy tam znowu, ale to jeszcze bardzo, bardzo długo.
Asia przytakuje, ale jest smutna.
Taki mały morski smuteczek.
Po mamusi, nie ma co kryć.

Za to językowo wyjazd zrobił jej świetnie. Jest rozgadana, że hej. I przyzwyczajona do tego, że nieustannie ze sobą rozmawiamy. Jest to nieco kłopotliwe, kiedy idziemy w gości, także do innego małego szkraba.

Zazwyczaj nasi gospodarze, zwłaszcza bezdzietni lub z dziećmi odchowanymi, albo nawet rodzice szkraba oczekują (podświadomie), że dorośli usiądą sobie spokojnie i porozmawiają, skoro już udało się spotkać, a dzieci/dziecko pobawi się lokalnymi zabawkami czy innymi akcesoriami, które przypadną mu do gustu.

Nic bardziej mylnego.
Joaśka potrzebuje rozmowy, dialogu, nieustannej wymiany zdań. Rzeczy dookoła dziwią ją, cieszą, śmieszą, boi się ich i reaguje oraz komunikuje swoje reakcje. I spodziewa się, że zostanie wysłuchana.

Dorośli jakoś tego nie rozumieją. Że muszę robić przerwy w rozmowie. Że nie zawsze siedzę przy stole, częściej na podłodze, bo dziecku się nudzi. Że nawet najbardziej fascynujące rzeczy, wyjęte z szuflady, nie zastąpią radości z komunikowania mamie swoich wrażeń.

A ja nauczyłam się słuchać dwóch osób naraz. Inaczej nie da się tego rozwiązać.
Postanowiłam, że dopiszę to sobie w CV w kategorii "umiejętności". Obok cierpliwości, kreatywnego rozwiązywania problemów, dobrej organizacji i systematyczności.

Niesamowite, ile potrafią nauczyć nas nasze własne dzieci.

P.S. Fot. Ojciec dzieciom.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz





Poczytaj jeszcze!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...